Public Relations

Że niby negatywnie nacechowany tytuł? Skądże znowu! Ja do pijaru jako takiego nic nie mam. O pozytywnych stronach z autopsji będzie nieco na końcu tego wpisu. Na początek jednak próba rozwikłania pewnej zagadki.

Jako wydawca serwisu TravelAdvisor.pl wciąż uginam się pod stosem wszelakiej maści komunikatów od pijaru. I nie żebym był ich zajadłym przeciwnikiem. Większość jednak nie ma nic wspólnego z wartościowym przekazem dla moich czytelników. Mówiąc najdelikatniej, to są treści wypchane po brzegi przekazem reklamowym.

Dlaczego więc miałbym karmić publikę tekstami pełnymi branżowego żargonu, mało znaczących sformułowań i powielanych frazesów? No za jakie grzechy moi czytelnicy mieliby być katowani takimi wpisami?

Oczywiście nie są. Zadaję sobie jednak nadal pytanie, skąd takie podejście pijaru? Dlaczego po drugiej stronie barykady nikt nie chce dać wydawcom i czytelnikom wartościowych treści? Prawdziwych historii, poradników, użytecznych publikacji?

I nie żebym nie miał zielonego pojęcia, bo dotychczasowe relacje z pijarową piramidą, od samego wierzchołka po sam dół, skłaniają mnie ku pewnym przypuszczeniom.

My się z Wami porachujemy…

Rachunki? Wszyscy je lubimy, a najbardziej wtedy, kiedy je komuś wystawiamy. Co więc zrobić, by były wyższe? Ano zrobić więcej, napisać więcej, żeby mieć podstawę do wyższego wynagrodzenia. Bo nieważne, że nie ma nic ciekawego do napisania. Walniemy papkę PR-ową niczym kleik z miski Oliviera Twista. A niech się udławią byle czym.

Czy zatem komunikaty prasowe to narzędzie do podwyższania faktur wystawianych klientom? Czy właśnie dlatego autorzy tych komunikatów dostarczają salwy śmiechu w redakcjach, upychając w nich po brzegi nieistotne informacje? I wszystko po to, by później oczekiwać od klienta droższego wynagrodzenia za usługę?

Bo szef mi kazał…

Góra znów górą. Ale tak być nie musi. Tylko kto będzie na tyle głupi, by ryzykować utratę pracy w walce o coś, co wg niego może być lepsze? Nikt.

I dlatego tak wielu autorów treści otrzymuje w swoich e-mailach z góry sugestię, że to nie jest wezwanie do dyskusji, tylko polecenie służbowe. Obywatelu, wykonaj więc powierzone zadanie! Nie licz tylko, że góra podpowie Ci jak i co pisać.

W efekcie, drogi autorze komunikatów prasowych, jesteś między przysłowiowym młotem, a kowadłem. Piszesz to, co Ci nakazano, łudząc się, że odbiorca treści weźmie to za dobrą monetę. Nie weźmie.

Noł-hał…

Du ju noł hał? Noł, aj dont noł hał. No ale gdyby jednak wiedzieli, jak to robić, to czy faszerowaliby mnie ściemą? Pewnie, że nie!

Nawet w jednej z grup na GoldenLine zainicjowałem podpięty wątek o tym, jak nie pisać komunikatów prasowych dla mediów. Powrzucałem parę fakapów, porozbierałem je na części, trochę pobelfrowałem. No ale co z tego, jeśli wierzchołek piramidy chce inaczej.

A i niekiedy klientowi też musi się podobać. Nie przeczę, że nie musi. Jednak to, co czytam, wydaje się komunikatem dla mediów pod klienta. Nie zadowoli to może czytelników i prasy, ale klienta na pewno. Fachowo to się nazywa wyjście na przeciw „potrzebom odbiorców”.

Oni wiedzą jak

O ciemnych i jasnych stronach mojej współpracy z pijarem na pewno nie raz jeszcze tu napiszę. Warto jednak dla wyważenia wspomnieć o chlubnych przykładach, które odcisnęły się na mnie w absolutnie pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Jako wydawca serwisu TravelAdvisor.pl otrzymywałem masę próśb o umieszczenie gotowych informacji prasowych. Zasadniczo nie pozostawiam takowych bez odzewu i stawiam sprawę bardzo jasno: tak, opublikujemy lub nie, nie widzę takiej możliwości. Kiedy jednak temat był ciekawy lub można było wycisnąć z tego coś więcej, w ciekawszej, unikalnej formule, proponowałem alternatywne formy współpracy.

Jestem zwolennikiem takich rozwiązań, w których pijar inspiruje, pomaga w tworzeniu ciekawych, wartościowych tematów przez prasę i blogerów, jednocześnie nie narzucając żadnych sztywnych ram pisania. Wtedy i wilk syty i owca cała. Każda redakcja ma przecież swoją politykę, odrębną linię programową, inny target.

Przecież o wiele bardziej wartościowe teksty powstają wtedy, kiedy mogą gdzieś osobiście pojechać, zobaczyć coś na własne oczy, dotknąć, posłuchać, poczuć możliwie wszystkimi zmysłami. Napisać później o tym z własnej perspektywy – na bazie osobistych, realnych doświadczeń, a nie robić tego wyłącznie zza biurka.

I w tym miejscu chciałbym wymienić w losowej kolejności te organizacje, którym nie mogę mieć w tym względzie nic do zarzucenia. Organizacje, dzięki którym powstawały wartościowe, zależne wyłącznie ode mnie, oryginalne treści:

  • dotPR
  • Mediaocean
  • BEST image Public Relations
  • Euro RSCG Sensors
In this article

Dodaj komentarz

3 komentarzy do "Czym nas karmi pijar?"

Powiadom o
5000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Gość
Jestem PRowcem… i szczerze to czasami już zaczynam rzygać tym skrótem. Jestem na etapie zmiany pracodawcy i przeglądając oferty pracy co chwile znajduje w opisie zakresu obowiązków „znajomość PR”. Czytając ten wpis i korzystając ze swojego doświadczenia, zaryzykuję stwierdzenie, iż część PRowców () są tak skuteczni jak z koziej d*** trąbka. Jak w każdym zawodzie, pewnych rzeczy mozna się nauczyc, jednak ważne jest to, czy ma się faktycznie predyspozycje do konkretnej profesji. Wedle teorii komunikat powinien być w miarę prosty, przejrzysty bez słodzenia i lania wody. Praktyka inaczej wygląda. Spotkałem się z osobistościami, które zostały „wrzucone” na stanowisko marketingowca lub… Czytaj więcej »
Gość

Faktycznie, także niejednokrotnie spotkałam się z bardzo nieprofesjonalnym PR i niestety coraz więcej jest tzw ‚pseudow PRowców’, którzy nie posiadają ani umiejętności ani wiedzy. Może rzeczywiście jest to tylko kwestia czas i z roku na rok, osoby zajmujące się branżą PR będą coraz bardziej profesjonalne. Oby.

View Comment
wpDiscuz