Późnym wieczorem wsiadam do taksówki w Katowicach. Za kółkiem facet o aparycji przeciętnego chama ze Śląska. Przez całą drogę do Tychów (30 min. jazdy) zabija ciszę, skrzętnie zagadując mnie small talkiem, którego nienawidzę. Pogoda, pociągi, zarobki – każdy wątek utuczony w mentalności „wszystko źle”. Przychodzi czas na politykę.

– A wie pan… w niedzielę wybory. Ja to nie idę, nie znam się. To nic nie zmieni, będzie jak będzie.

Przytakuję z ironią, której oczywiście nie rozumie.
– No tak, człowiek ma teraz tyle problemów na głowie, że jakby jeszcze musiał się dowiadywać, kogo do tej „ojropy” raz na 5 lat wysłać, to by pierdolca dostał.

Ludzi o identycznym podejściu jak taksówkarz możesz spotkać wszędzie każdego dnia. Różnią się tylko argumentami, dlaczego nie wsadzą do dziurki kawałka papieru.

Wszystkie tłumaczenia toleruję, żadnego nie afirmuję. A zwłaszcza tych, że mój głos nic nie zmieni. To taka uniwersalna, wyświechtana formułka, sprowadzająca jednostki do roli mieszkańca Korei Północnej. Kim jest wielki, Kim jest nieśmiertelny, więc mój głos jest bez znaczenia.

Pięciu wspaniałych

Wkurza mnie brak świadomości, że jedna osoba (taka sama samiuśka, często siedząca po drugiej stronie ekranu, żyjąca w wolnym, demokratycznym kraju), może mieć ogromny wpływ na otaczający go świat. Że zachciało mi się nagonki na ludzi, omijających politykę szerokim łukiem? A gdzie tam. Gdybym w głosowaniu SMS-owym na Bloga Roku 2013 dostał 5 głosów mniej, nie byłoby mnie w pierwszej dziesiątce.

Czaisz to? 5 głosów i wyleciałbym z konkursu. Ile osób podczas głosowania pomyślało, że mój głos nic nie zmieni? Obstawiam, że przynajmniej kilkaset. Ale zostawmy błahe konkursiki w spokoju.

Następnym razem niekoniecznie będziesz decydował o tym, czy mój blog, mój sposób myślenia, moja społeczna misja poruszy wrażliwość ludzi myślących podobnie do nas. Ale być może twój głos zdecyduje o sprawach, które bezpośrednio dotyczą Ciebie. Nie mnie, nie nas, tylko Ciebie. Nie starczy mi tu miejsca i czasu, żeby rzucać Ci przykładami jak z rękawa, ale gdybyś jednak chciał, to do mnie napisz.

Mogę dużo, bo chcę!

Ale wiesz co? Wcale nie chodzi mi o to, że twój głos zawsze oznacza krzyżyk na karcie wyborczej. My nie zdajemy sobie sprawy, jak często przechodzimy obojętnie wobec ludzi i rzeczy, które zasługują na nasz głos. Głos aprobaty, głos sprzeciwu, głos w postaci lajka, czy komentarza. I co najważniejsze: głos, który ma realny wpływ! Serio.

Tak jak wiele innych osób mogłem przejść obojętnie wobec facebookowego postu Marcina Majznera, który opisał proces uśmiercania proklienckiej polityki sklepu z koszulkami. Mogłem pomyśleć: co zmieni mój głos na blogu? Mogłem to przeczytać, machnąć ręką i dołączyć do biernych obserwatorów internetowej rzeczywistości. Mogłem wszystko, nic nie musiałem.

Ale kiedy widzę, że mój wpis stał się inspiracją do artykułów na strony główne największych serwisów mainstreamowych w Polsce, kiedy przez bloga w dwa dni przetacza się ponad 30 tys. czytelników, historia Marcina dalej krąży po Joe Monster, Kwejkach, Demotach, Sadistic, Wykopie, Spider’s Web i wielu innych zakątkach internetu, kiedy czytam e-maile, że ludzie popierają ideę kupując koszulki dzięki mojemu wpisowi na blogu, kiedy w końcu widzę, że historia trafia na wielki telebim podczas jednej z najważniejszych konferencji o internetach w Polsce, to jestem strasznie podniecony szczególnie jednym faktem. Nie muszę startować do europarlamentu, żeby mieć na coś realny wpływ (ojej, chciałem zawstydzić polityków, a na końcu wyszło, że co to nie ja).

1377368_1496744577208160_53247823932653461_n

Ty tak (nie) możesz

Gdybym był Beatą Pawlikowską, rzuciłbym w twoją stronę jakimś płytkim coelhizmem na żółtej karteczce, którą mógłbyś z szyderczym uśmiechem przylepić na drzwiach swojej lodówki. Coś w rodzaju „i ty też tak możesz”. Ale ponieważ jestem samozwańczym ambasadorem brutalnej prawdy w kraju nad Wisłą, to powiem, że ty tak nie możesz. Bo pewnie nie masz bloga, ani vloga i nie jesteś wpływowy.

Smutno ci z tego powodu? Nie powinno. Bo kolejna brutalna prawda jest taka, że wcale nie musisz. Zupełnie tak jak ja, kiedy nie muszę startować w eurowyborach, żeby mieć na coś realny wpływ. Nie oczekuję, że po przeczytaniu tego wpisu z prędkością światła założysz bloga i zaczniesz zbawiać świat niczym miłosierny Samarytanin. Zresztą przyprawianie ludziom aureoli to też nie moje ambicje.

Ale przyznaj tak szczerze i uczciwie. Przecież jest wiele różnych rzeczy, które możesz robić sam na miarę swoich możliwości. Nie musisz być blogerem, politycznym baronem, czy biznesowym rekinem. Daj swój głos tym, którzy na niego zasługują. Zostań ambasadorem dobrych rzeczy i ludzi, którzy myślą podobnie do Ciebie. Kiedy najpierw sam dużo wymagasz od siebie, o wiele łatwiej jest później wymagać tego samego od innych. Spróbuj. Efekty cię zaskoczą.

Zanim zaczniesz narzekać, że pani w sklepie ma smutny wyraz twarzy, to zadaj sobie pytanie, co Ty możesz zrobić, żeby ludzie wokół Ciebie zaczęli się uśmiechać? Zanim zaczniesz narzekać, że jakiś sklep cię oszukał, zapytaj siebie, kiedy ostatnim razem pochwaliłeś dobrą postawę? Zanim zaczniesz narzekać, że media zalewają cię morzem przemocy, kiczu, koturnowej rozrywki, zapytaj siebie, kiedy ostatnim razem podzieliłeś się dobrą, wartościową i motywującą treścią na Facebooku?

I na koniec (kiedy na wszystkie powyższe pytania odpowiedziałeś: robię tak regularnie, Kamilu) zdradzę ci pewną tajemnicę. Zawsze mam problem, jak zakończyć wpis. To nie jest łatwe. Szczególnie w tak emocjonalnych wpisach jak ten. We wpisach, w których chciałbyś światu coś wykrzyczeć, do czegoś przekonać, coś udowodnić. Bo trzeba je kończyć z przytupem, z puentą, ze zdaniem, które zapamiętasz tak mocno, jak swój pierwszy raz.

To ważne. Bardzo. Zupełnie jak twój głos. Tekst bez puenty to tak, jakby go wcale nie było.

Gotowy?

Już?

Na pewno?

Ok, głęboki oddech.

Ufff…

3, 2, 1…

Strona główna Gazeta.pl i Natemat.pl, Joe Monster, Kwejk, Demoty, Sadistic, Spider’s Web, Wykop, 30 tys. czytelników na blogu w dwa dni, tysiące wzmianek w social mediach, dziesiątki maili z podziękowaniami i wsparciem, historia opowiedziana na ważnej konferencji. WOW! I to wszystko przez Ciebie. To wszystko przez twój głos. Twój! Zobacz, co zrobiłeś. No spójrz sam!

[divider]
photo credit: dhammza via photopin cc

In this article

Dodaj komentarz

3 komentarzy do "Zobacz, co zrobiłeś. No spójrz sam!"

Powiadom o
5000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Gość

🙂 mogę wszystko 🙂 jedynym ograniczeniem dla czlowieka jest on sam 🙂

P.S. a nie idac do wyborów takie partie jak Nowa Prawica się (o zgrozo) wybily…

View Comment
Gość

I bardzo dobrze że sie wybiły

View Comment
wpDiscuz