Nigdy nie myślałem, że tak szybko uda mi się wrócić na studia. Z tą różnicą, że po drugiej stronie pulpitu. Kilka spotkań ze studentami na UAM-ie i UŁ uświadomiły mi dwie rzeczy. Primo, nie myliłem się ani trochę mówiąc, żeby chrzanić studia. Secundo, samo mówienie, że to jest „be” nie wystarczy.

Dlatego ten wpis nie jest typową wyciskarką brutalnej prawdy o wartości trzech magicznych liter na rynku pracy. Bo o tym pisałem tu i tu. Ten wpis jest zwojem konkretnych porad dla studentów i absolwentów, którzy chcą wiedzieć, jak podnieść swoją wartość rynkową.

Ale uprzedzam lojalnie: jest on tylko dla tych, którzy potrafią przeczytać i wdrożyć to w swoje życie. Szkoda twojego czasu, jeśli chcesz tylko zmęczyć swój wzrok na ekranie i dalej robić swoje.

Zaangażuj się w coś poza uczelnią

Życiorysy ludzi, którzy po 5 latach na uczelni mogą pochwalić się tylko studiowaniem, nie mają żadnej wartości. Nie oczekuję, że ktoś na studiach zdobędzie prestiżową pracę na etacie. Nie w tym sęk.

Pokaż mi, że zdobywałeś wiedzę i umiejętności, ocierając się o realia rynkowe. Nie licz, że uczelnia da ci takie możliwości, bo jest kompletnie odklejona od tego, co dzieje się poza jej murami.

Pomijając staże i praktyki w firmach, dobrym rozwiązaniem jest np. czynny udział w tzw. NGO-sach, czyli organizacjach pozarządowych. Stowarzyszenia, organizacje charytatywne, instytucje – zaangażuj się na tyle, na ile możesz. Poznawaj ich problemy, szukaj rozwiązań, kontaktuj się z osobami i firmami. Ćwicz komunikację interpersonalną, poznaj narzędzia i metody, jakie wykorzystuje się w kontaktach B2C i B2B. Bo tylko wtedy uda ci się zdobyć umiejętności sprzedawania, dzięki którym lepiej „sprzedasz” siebie jako kandydata.

Zrób coś sam, nawet jeśli skończy się to porażką

Uczenie się na własnych błędach to jedna z najbardziej wartościowych rzeczy w życiu! Nikt nie oczekuje, że zainwestujesz 5 tys. złotych i założysz sklep internetowy. Może warto założyć własną wizytówkę on-line, blog, serwis tematyczny? Kupisz domenę, zainstalujesz darmowy skrypt do zarządzania treścią z prostym szablonem. To nie jest wielka inwestycja (100-200zł), a dzięki temu sam się przekonasz, jak działają bebechy.

Nie musisz od razu konstruować projektu, którym się komuś pochwalisz. Tu chodzi o uczenie się na własnych błędach, na luźnym odkrywaniu potencjału, na „zabawie” żywym konstruktem w realu. Nawet jeśli miałoby ci to zająć rok, warto to zrobić dla zdobycia własnych umiejętności. Im więcej problemów napotkasz, tym lepiej.

Tak właśnie powstał mój serwis i blog. Nikt mnie tego nie nauczył. Ani na kursach, ani na studiach, a byłem zielony. Jestem samoukiem, którego błędy i problemy były podwaliną pod dzisiejsze sukcesy.

[sociallocker id=”2142″]

Schadzki, konferencje, targi

W dużym skrócie: sprawdź, gdzie gromadzą się ludzie o podobnych zainteresowaniach i profilu działalności. To jest idealna szansa, by nawiązać kontakty i być na bieżąco z nowym trendami. Nie musisz od razu wjeżdżać z klaserem na 1000 wizytówek i zaczepiać wszystkich po kolei.

Tu po prostu chodzi o tzw. networking, czyli o wymianę informacji, doświadczenia, zasobów. O nawiązywanie kontaktów i wspieranie inicjatyw. Jeśli nie czujesz się na siłach, by inicjować rozmowy, po prostu wsłuchuj się w dyskusję i poznawaj ludzi. Wyciągaj wnioski, gromadź informacje, kto, dlaczego, po co i gdzie tworzy jakiś biznes lub akcję.

Kontakty, kontakty i jeszcze raz lista decydentów

Największym błędem, jaki popełniają młodzi ludzie na Facebooku to gromadzenie znajomych podobnych do siebie. To naturalne, ale w większości przypadków będą to jednak osoby, które mają podobną moc sprawczą lub decyzyjną do Ciebie, a więc bliską lub równą zeru. Cały trik polega na czymś zupełnie odwrotnym. Na poznawaniu i utrzymywaniu nienachalnego kontaktu z ludźmi decyzyjnym i wpływowymi!

To oni rozdają karty, polecają, odradzają lub zarządzają budżetami lub kadrami. Jasne, ciężko będzie od razu być w kręgu znajomych jakiegoś prezesa lud dyrektora. Zwróć jednak uwagę, kto w danej branży, środowisku lub firmie jest uznawany za autorytet, ma wiedzę o rynku i jest gotowy się nią dzielić np. na Facebooku lub Twitterze? Może warto subskrybować jego publiczne statusy, śledzić bloga czy wypowiedzi w innych miejscach w internecie? Może za jakiś czas pojawi się na konferencji, spotkaniu czy targach i wtedy uda się nawiązać bezpośredni kontakt lub porozmawiać o pracy lub innej inicjatywie?

Reputacja

Teraz już wiesz, kto rozdaje karty. Kolejny krok ma sprawić,  by grupa decydentów mogła w łatwy sposób dowiedzieć się, że jesteśmy dobrzy w tym, co robimy.

Pomijam typowe portfolio czy twory, które świadczą same za ciebie. Kolekcjonuj wszystkie opinie i referencje na swój temat, ze wszystkich miejsc i od wszystkich ludzi, z którymi udało ci się nawet krótko współpracować. Nie ważne, czy to było za kasę, czy też nie. Chodzi o potwierdzenie twoich umiejętności i potencjału.

W tym celu albo zrób taką sekcję na blogu lub swojej wizytówce on-line jak ja: inni o mnie, albo poproś o wystawienie referencji w serwisie GoldenLine (przykład).

Ważne, by w jednym, dwóch miejscach w internecie zgromadzić opinie na swój temat. Po to, by w kontakcie bezpośrednim ktoś mógł jednym kliknięciem dowiedzieć się, kto poleca twoją dobrą robotę lub umiejętności.

Znajdź mentora

Jeśli nie potrafisz uczyć się na własnych błędach, spróbuj nauczyć się czegoś w oparciu o sukcesy innych.

Jeśli uda ci się poznać osobę, która podpowie coś choćby zdalnie (via e-mail lub komentarz), jesteś o krok do przodu.

Znam kilka osób, które chętnie dzielą się wiedzą i podpowiadają młodym absolwentom. Wśród nich np. Pan Marek Polakiewicz, który bardzo często udziela się na grupie dla hotelarzy w serwisie GoldenLine.

To zwykły przykład. Po prostu spróbuj znaleźć kogoś, kto w tym, co chcesz robić, jest uznawany na wzór, autorytet i synonim sukcesu lub ogromnego doświadczenia. Zostań jego uczniem, choćby zdalnie, śledząc dyskusje i jego komentarze w internecie lub poza nim. Tylko z pozoru wydaje się to trudne.

***

O podnoszeniu swoich kwalifikacji, wartości rynkowej, problemach na linii „potrzeba pracodawców vs kapitał pracowników” można napisać książkę. Wszystkiego w jednym wpisie nie da się omówić. Reasumując, twoja wartość rynkowa to wypadkowa kilku czynników, z których wymienione wyżej są najistotniejsze.

Do tych tematów na pewno wrócę jeszcze nie raz. Być może opisując przykłady konkretnych ludzi i ich historię.

[/sociallocker]

 

In this article

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
5000
wpDiscuz