Od kilku lat pięciu wybranym znajomym zadaję przed Świętami to samo pytanie.

– Czy wiesz, dlaczego w Polsce utarło się, że to karp jest tradycyjną rybą na wigilijnym stole?

W odpowiedzi zawsze, ale to zawsze słyszę:
– Yyyy, eeee, hmmm, noooo, eeee….
– No ale dlaczego akurat nie rekin, tylko karp?
– Nie wiem, bo taka jest tradycja?

No ale skąd ona się wzięła? Jaki jest sens pielęgnowania tradycji, której nie rozumiesz? Jeśli gdzieś wychodzisz, to zazwyczaj w jakimś celu. Nie błąkasz się, bo dobrze wiesz, gdzie idziesz. Na wigilię wcinasz karpia, ale nie wiesz, dlaczego akurat ten gatunek ryby. Absurd. Identyczny jak ten, w którym idzie się na studia tylko po pizzę.

Karp jest wymysłem minionej epoki. W PRL-u przeważnie wszystkiego brakowało. Na kilka tygodni przed Świętami rzucano w zakładach pracy tony tej ryby. Łatwo ją było hodować na masową skalę, bo musiało starczyć dla wszystkich. Takie było zarządzenie Gomułki i Jaruzelskiego. Przed wojną na polskich stołach królowały znacznie lepsze ryby, jak sandacze czy szczupaki.

Karp = biedna Polska

Karp jest więc symbolem biednej Polski. Symbolem kraju, w którym nie ma lodówek. Dlatego tak często karpia przynosiło się niehumanitarnie w siatce, później trzymało w wannie by tuż przed wigilią wymierzyć mu ostateczny cios. I do dziś starsze roczniki nie wyobrażają sobie Świąt bez tej tradycji. Tradycji biednej, komunistycznej Polski.

Ale na litość Pana Boga! My, ludzie młodzi, żyjemy już w zupełnie innym świecie, z inną mentalnością. Dlaczego mamy pielęgnować PRL-owskie tradycje? Dlaczego mamy powielać przyzwyczajenia naszych rodziców i dziadków, którzy nie mieli innego wyjścia?

My ten wybór mamy i z niego nie korzystamy. Po 25 latach od obalenia komunizmu ciężko mi odnaleźć rozsądek u tych stojących w ogromnej kolejce po karpia. Szczególnie teraz, kiedy dążymy do maksymalnej satysfakcji i jakości życia. Teraz, kiedy wybór jest przeogromny, a inne ryby znacznie smaczniejsze. Ale nie, bo po co? Trzeba wystać w kolejce jak reszta masy, która na wigilię chce sobie zafundować odrobinę sentymentu do PRL-u.

Karp jest ohydny, tłusty i kojarzy mi się z biedą. Tradycja mówi jasno: na stole powinna być ryba. Ryba na miarę czasów w jakich żyjemy. Nie tkwijmy w minionej epoce. Stać nas na lepsze produkty. Niech to będzie znak, że Polska jest nowoczesna i nie trzyma się bezmyślnie przyzwyczajeń, których nie potrafi sobie wytłumaczyć.

In this article

Dodaj komentarz

26 komentarzy do "Świąteczne tradycje, które nie mają sensu"

Powiadom o
5000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Gość

Nie wiedziałem, że karp reprezentował biedę, ale nigdy go nie lubiłem. Zawsze mnie obrzydzał i odkąd pamiętam odmawiałem jego spożycia podczas wigilii. Dużo, dużo lepszą rybą jest pstrąg, nie mówiąc już o pieczonych dzwonkach łososia.

View Comment
Gość

Pstrąg owszem mniam mniam ale ten potokowy a nie hodowlany 🙂

View Comment
Gość

Zgadzam się. Karp jest okropny i nigdy go nie jem. Rodzina wiecznie narzeka, że w wigilię, wszystko trzeba zjeść, ale co poradzę, że akurat ta ryba jest taka okropna…

Od kilku lat robię danie alternatywne z łososia i nie wiedzieć czemu tylko ja je jem, bo reszta zajada się nieszczęsnym karpiem i nawet nie chce spojrzeć na łososia…

View Comment
Gość
Witaj. Każda tradycja kiedyś była nowością, potem zwyczajem aż uznano ją za istotny element kultury. Świąteczna choinka na przyklad jest zwyczajem protestanckim, który do Polski wprowadzili na początku XIX wieku znienawidzeni niemieccy zaborcy. Zwyczaj ten na dobre zadomowił się u nas zaledwie sto lat temu. Wcześniej obowiązywał wywodzący się ze Święta Godowego, staropolski zwyczaj wieszania pod sufitem „podłaźniczki” czyli gałęzi iglastego drzewa. Jednak teraz nikt już tego nie pamięta i bezmyślnie stawia „zaborczą” choinkę klaszcząc z radości. Karp świąteczny, mimo,że ma tradycję PRLowską, jest tradycją bardziej na miejscu niż Świąteczna Choinka. Po pierwsze Wigilia, to skromna, jeszcze postna kolacja, więc… Czytaj więcej »
Gość
Witaj. Świąteczna choinka jest zwyczajem protestanckim, który do Polski wprowadzili na początku XIX wieku znienawidzeni niemieccy zaborcy. Zadomowił się u nas na dobre niespełna sto lat temu. Wcześniej wieszano pod sufitem „podłaźniczki”, czyli gałęzie iglastego drzewa. Teraz nikt już tego nie pamięta i bezmyślnie stroi „zaborczą” choinkę, aż klaszcze z radości. Tradycja karpia świątecznego, mimo, że stworzył ją PRL, jest bardziej na miejscu niż Świąteczna Choinka. Po pierwsze Wigilia, to skromna, jeszcze postna kolacja, więc potrawa z „ryby dla biednych” bardzo dobrze wpasowała się w prawdziwe znaczenie Wigilii. A po drugie w kolejkach po świątecznego karpia, paradoksalnie, wbrew intencji władz,… Czytaj więcej »
Gość
Minęło troszkę czasu, a ja wracam znowu do tematu Karpia Wigilijnego 🙂 Otóż weszłam w posiadanie informacji, skąd tak naprawdę tradycja jedzenia karpia w Wigilię. Pierwsze hodowle karpia pojawiły się w Polsce w średniowieczu za sprawą francuskich zakonników. Do końca XVII wieku hodowlą zajmowano się wyłącznie w zakonach. Tradycja jedzenia karpia na Wigilię pojawiła się najpierw właśnie tam. A ponieważ hodowla karpia była łatwa, ryby z powodzeniam się rozmnażały, stawów przybywało, karp był rybą nie tylko pożywną ale też tanią. Na stołach ludzi zamożnych siłą rzeczy karp nie był mile widziany, jako ryba dla biednych, jednak nigdy nie zniknął ze… Czytaj więcej »
Gość

Choina świąteczna (święte drzewo) nie jest wytworem protestanckim, tylko przyjeła się najszybciej w protestanckich Niemczech (na początku podobno w Alzacji). Zwyczaj ten jest dużo starszy, i wywodzi się jeszcz z pogaństwa, zarówno celtyckiego, jak i słowiańskiego. Które to miały zresztą wiele podobieństw. Najbardziej znane to Samhain-Dziady (jedno ewoluowało w Halloween, drugie w nasze Zaduszki) i kult świętych drzew właśnie. Dlatego też i u nas zwyczaj choinki się zakożenił, jak wiele katolicko-pogańskich przeróbek (Z Matką Boską Zielną na czele)
Karp jest paskudny!
Pozdrawiam.
Tak.

View Comment
Gość
Na jakich polskich stołach królował przed wojną szczupak czy sandacz. Sarmackich i mieszczańskich co najwyżej. 51% społeczeństwa stanowili rolnicy i mieszkańcy wsi a 29% robotnicy i jakoś tak dziwnie nie wierzę, żeby na ich stołach królowały sandacze i szczupaki więc nie uogólniaj, w PRL przynajmniej nawet te 80% społeczeństwa było na tego Karpia stać. Obfitość stołów w (biednym) PRL nijak się ma do obfitości stołów na dzisiejszych bogatych przyjęciach. Nie twierdzę, że jestem zwolenniczką PRL ani karpia, ale tego typu pierdoły może wypisywać tylko osoba w Twoim wieku, której się wydaje, że wie wszystko o PRL, a tak naprawdę nie… Czytaj więcej »
Gość

wrecz przeciwnie – dlaczego ludzie mieliby wiedziec skad sie wziela pierwotna tradycja? przeciez jesli jest wystarczajaco stara to nadbudowalo sie juz wiele roznych wersji. pytanie dlaczego karp, a nie co innego wyglada na marudzenie wegefaszystow dlaczego karp, a nie kotlet sojowy. w zalewie zachodniej glupoty zachowajmy nasza tradycje – niezaleznie od tego czy ktos wierzy w swiatowida, zyda-zombie czy jest ateista, bo niedlugo zostanie nam tylko tecza i inne dewiacje

View Comment
Gość

To, że karp ląduje na wigilijnym stole to jeszcze jestem w stanie zrozumieć (u mnie je się śledzie tego wieczoru przyrządzone w dość nietypowy sposòb). Najgorsze są hipermarkety pełne wielkich zbiornikòw, w których „pływa” mnóstwo ryb. I przechadzają się obok tego rodzice z dziećmi planując udane Boże NARODZENIE.

View Comment
Gość

Dzięki za tekst 🙂
U mnie karp mimo wszystko jest nadal na stole i nie wyobrażam sobie bez niego wigilii. Ogólnie lubię ryby, a raz na rok poczuć smak karpia przyrządzonego przez babcię – bezcenne 😉

View Comment
Gość

„raz na rok poczuć smak karpia (…) bezcenne” – dokładnie mam to samo. Nigdy wcześniej nie zastanawiałem się nad tym dlaczego akurat karp ląduje na wigilijnym stole, najważniejsze, że mi smakował. To, że jedym nie smakuje i mają „problem” z „mułowatością” i „miliardami” ości nie oznacza, że ci którym ta ryba smakuje mają się nagle od niej odwrócić, bo taka teraz moda. Każdy ma swój rozum. Pozdro.

View Comment
Gość
Bez odnoszenia się do tekstu i karpia. Dlaczego artykuł nosi tytuł „(…)Czyli świąteczne tradycje, które nie mają sensu.”, a jest mowa tylko o JEDNEJ tradycji? Dodam jeszcze, ze dostalem sie do tego artykulu z facebooka, gdzie nosil tytul „Świąteczne tradycje, których nie rozumiesz”. Liczba mnoga, a w zamian dostalem krotka notke o karpiu. Na koniec – Teks jest ciekawy i tlumaczy upodobanie do jedzenia tej ryby na swieta. Z drugiej strony przydalyby sie jakies zrodla, ze tak faktycznie jest (bylo). Bez jakiegokolwiek wytlumaczenia mozna rownie dobrze napisac, ze karp wywodzi sie z sojuszu polakow z wikingami w 500 roku naszej… Czytaj więcej »
Gość

Kto czyta w 2014?!

A tak na serio – nigdy nie lubiłem karpia. Zawsze kojarzył mi się z wanną, kilogramem mułu, który z niego wyłaził i ogromnymi ośćmi. Wtedy, kiedy inny krztusili się tym paskudztwem, ja jadłem pierogi.

W zasadzie nic się nie zmieniło 🙂

View Comment
Gość

Kto czyta w 2015? Durne pytanie, ale durniejsze jest oburzenie tzw. patriotów antykomunistycznych starej daty, którzy karpia uważają za wielką tradycję, a tak naprawdę wprowadził tętradycję Hilary Minc, zatwardziały stalinista w najbardziej opresyjnym okresie PRLu. Kolejną anomalią jest że ci sami patrioci bronią innych stalinowskich symboli jak np. Pałac Kultury w Warszawie. A co do Karpia, chcąc nie chcąc, jest on już tradycją, nawet bym powiedział że idealnie pasujący do dzisiejszej Polski, która jest przedziwną hybrydą i jedną wielką anomalią z żelaznymi brzozami w tle 😉

View Comment
Gość

Dla wielu Polaków karp jest nadal symbolem Świąt i „rarytasem” dla Pana może ohydny i tłusty ale dla emeryta czy rencisty z miesięczną pulą 800zł to luksus.Tyle nam dała ta wolność i demokracja…A czy dzisiejsze ryby są zdrowsze???Hodowane również na madową skalę???I mogłabym tak dalej przytaczać przykłady tego dzisiejszego „dobrobytu”…jestem rocznik 77 i tęsknie za tamtymi czasami niby w szarej komunistycznej Polsce ale jakże ludzie byli mili ,życzliwi dla siebie,otwarci

View Comment
Gość

Dla wielu Polaków karp jest nadal symbolem Świąt i „rarytasem” dla Pana może ohydny i tłusty ale dla emeryta czy rencisty z miesięczną pulą 800zł to luksus.Tyle nam dała ta wolność i demokracja…A czy dzisiejsze ryby są zdrowsze???Hodowane również na madową skalę???I mogłabym tak dalej przytaczać przykłady tego dzisiejszego „dobrobytu”…jestem rocznik 77 i tęsknie za tamtymi czasami niby w szarej komunistycznej Polsce ale jakże ludzie byli mili ,życzliwi dla siebie,otwarci na drugiego człowieka…..szkoda…żal.

View Comment
Gość

Tradycja karpia na wigilę jest dużo dłuższa niż prl. Mój dziadek opowiadał ,że jeszcze przed wojną chodzili pracować przy łapaniu karpi na stawy których własnością był Dwór. Opowiadał ,że za tą pracę dostawali trochę ryb , karasi albo piskorzy , karpie szły na sprzedaż dla lepszych sfer , bo ich cena była wtedy za wysoka nawet dla robotnika.

View Comment
Gość

Nie moge sie z tym zgodzic, nie tylko w polskiej tradycji jemy karpia na swieta! Niemcy tez serwuja ta rybe na swieta i to wcale nie dawny DDR

View Comment
Gość

Jest rok 2016, temat wiecznie żywy 🙂
Właśnie zjedliśmy Wigilię.
Były tradycyjnie u nas dwie potrawy z karpia, karp pieczony i karp w galarecie.
Tak naprawdę wigilia kojarzy mi się głównie z karpiem, więc gdyby go zabrakło, to już nic nie byłoby takie samo.
Ja po prostu innej Wigilii nie pamiętam 🙂
I stać nas na dużo „lepsze” ryby.
Wesołych Świat
Ps
A ekolodzy niech zakaza najlepiej połowu wszystkich ryb i owoców morza, uboju zwierząt i oczywiście wycinki wszelkich roślin.

View Comment
Gość

Zgadzam się jeśli chodzi o pochodzenie tego zwyczaju ale reszta jest pozbawiona sensu. Co z tego że niektórym kojarzy się z PRL-em?
Zwłaszcza tym którzy nie pamiętają tamtych czasów 😉 Karp wrósł w tradycję, jest smaczny ( jeśli wiesz gdzie kupić) jest dużo zdrowszy niż te wszystkie Pangi i inne chińszczyzny i jest tani! Nie każdego stać na łososie, pstrągi czy węgorze które poza tym budzą obrzydzenie tym czym się żywią i nigdy nie są świeże”prosto z wody”. A co najważniejsze ten jeden jedyny raz w roku można spożyć coś innego.

View Comment
wpDiscuz