Społeczeństwo

Społeczeństwo, polityka, relacje, związki, seks, kobieta i mężczyzna. Czyli wszystko to, co nas otacza i ma wymiar społeczno-kulturowy.

Przeczytałem dziś w kilku zakamarkach Facebooka niewybredne opinie na mój temat. M.in. to, że "niszowy bloger startuje w niszowym konkursie Blog Roku 2013". Luzik, nie spinam pośladów, każdy ma prawo tak sądzić. Ale mocno zaintrygowany zajrzałem do słownika języka polskiego. Odnalazłem hasło "niszowy" i wpadłem w jeszcze większy zachwyt nad własną personą...
Znany wszystkim performer udawał w zeszłym roku, że pije alkohol na ulicy a potem uciekał, żeby sprawdzić kondycję funkcjonariuszy. Stanie za to przed sądem, ale historia toczy się nadal. Ktoś wpadł na pomysł, by przyjrzeć się ćwiczeniom i testom...
Taki mały comming out. Oto jak wyglądałem, jak byłem genderem. Wchodzisz na własną odpowiedzialność.
„Wszystko źle”, „Z tego kraju trzeba uciekać, bo tu nie ma perspektyw”. Znamy tą zdartą płytę z internetowych dyskusji? Pewnie. W sieci maluje się obrazek, że jeśli zawodowy sukces, wanna pieniędzy i idealny styl życia, to tylko na Zachodzie. Aha, poczekaj, uno momento. Już wiem! Ty chcesz tego zachodu tu, w kraju nad Wisłą? Chcesz Polski, która stworzy ci szansę na rozwój kariery? To ja Ci taką pokażę. Serio.
Silną. Czującą rytm. Co z tego wyniknie?
Mam w wśród swoich znajomych osoby o skrajnie odmiennych poglądach na życie. Dzięki Facebookowi mogę z łatwością przyglądać się, jak wypowiedzi posłanki Pawłowicz działają na osoby ze środowiska LGBT i co wypluwa z siebie prawa część sceny, kiedy uciska...
Takim ludziom wypadałoby byłoby zrobić zdjęcie i wrzucić do encyklopedii w dziale: drgawki, wymioty i paraliż.
Wycieczki obcokrajowców przed Grobem Nieznanego Żołnierza to warszawska codzienność, więc widok Azjaty nikogo nie rusza. Ale dziś w telewizji zobaczyłem coś, czego na blogu bez komentarza zostawić nie mogę. Ważny szczegół, który duże portale mainstreamowe skwitowały milczeniem.
Co może niszowy bloger? Może pierdnąć. Raz ciszej, raz głośniej, ale zawsze skutecznie. Efekty? Olśniewające, nawet przy niezbyt miłym zapachu.
Nigdy czegoś takiego nie widziałem, nawet nie słyszałem. Ale ponoć są. Plakaty, które same się drukują i rozwieszają. Bez pomocy narzędzi i ludzkich sił. Niebywałe!
Bilet na wejście do kościoła? Tak! Symboliczna kwota? A gdzie tam. Kościół w Hiszpanii to dobrze zorganizowany biznes. Co jest w środku i ile się płaci? O tym opowiadam w kolejnym vlogu z podróży po Andaluzji.
Ponieważ ten temat nigdy mi się nie znudzi, postanowiłem go uzupełnić o autopsyjną historię sprzed 3 dni.
Są tacy ludzie, którzy uwielbiają stać. Nawet jak nie muszą. Nawet jak nic nie zyskają. Ale stoją. Po co? No czy ktoś mi wyjaśni po co?
Zanim podam danie główne, krótkie wyjaśnienie. Jestem koneserem miejsc, które nie są utuczone masową turystyką. Unikam zatłoczonych atrakcji, polecanych w przewodnikach. Dlatego omijam utarte szlaki i uwielbiam się gubić. Odkrywam miejsca tak, jak nie robią tego przewodniki. Jeśli więc...
W ludzkiej świadomości utarło się przekonanie, że gimbus to stan umysłu. Umysłu niezbyt inteligentnego. Ale co zrobić z poważnymi gimbusami, którzy rokują?
Mistrzostwa Świata Bezdomnych w Poznaniu. Czy ta piłkarska impreza ma sens? Skąd są ci bezdomni? Po co wydaje się na to pieniądze?
Chciałbym to mieć za sobą. Powiedz, jak bardzo mi zazdrościsz? Jak bardzo doskwiera ci złość, że coś mi się udało?
Nie będę ukrywał, że motywację do tego wpisu naładowałem dzięki komentarzom pod moimi statusami na Facebooku. Bo może jawię się na antyklerykała, ale w gruncie rzeczy jestem wierzący i z tzw. przeszłością w Kościele. Stąd niektórym może wydać się...
Nie, nie, nie trzeba mnie przekonywać, że ubój rytualny jest okrutny. Nie chcę tym wpisem ściągać na siebie argumentów obrońców praw zwierząt, bo ja je rozumiem. Mój radykalizm i wrażliwość mają się wyjątkowo dobrze. Na tyle dobrze, że nakazują mi dziś zapytać o coś jeszcze.
"Nie umie przegrywać z klasą", "Nie po raz pierwszy nie potrafi się zachować". Internetowi ekspierdzi od gry w tenisa pod ogromną presją i o najwyższą stawkę udowodnili, że uwielbiają być oszukiwani. Jak zresztą większość społeczeństwa. My wręcz kochamy być robieni w bambuko

Kolekcjoner wyrafinowanych doznań, urodzony wrażliwiec, twórczy buntownik z powołania. Łamanie konwencji, bezkompromisowy, frywolny przekaz to moje największe narkotyki. Lubię się intelektualnie spocić, kocham stand-up i wyborne alkohole. Piszę tu, bo lubię, bo świat budzi we mnie potrzebę niepoprawności. Moja definicja szczęścia to sprostanie swojej wyobraźni. Jeśli twoje życie wypełnia ocean złudzeń i grzecznych schematów, to niestety nic tu dla siebie nie znajdziesz.

Bez tych wpisów dalej się nie ruszaj