Lifespiration

Motywujące, budujące i inspirujące wpisy. O zdobywaniu pewności siebie, nowych umiejętnościach, radzeniu sobie na uczelni, w pracy, w biznesie i życiu

Przy okazji ostatniej dyskusji w sieci na temat metod walki z hejterstwem, dopadło mnie jedno pytanie. Czy oprócz zeszłorocznego wpisu pt.: Wszyscy jesteśmy hejterami, mogę dziś wrzucić do tematu od siebie coś więcej? Coś nowego, pozytywnego, inspirującego? I wtem: ding, dong! Przecież to ja mogę być świetną historią. Ale poczekaj, nie odchodź. Nie będzie karmienia mojego ego.
Ten wpis nie jest typową wyciskarką brutalnej prawdy o wartości trzech magicznych liter na rynku pracy. Bo o tym już kiedyś pisałem. Ten wpis jest zwojem konkretnych porad dla studentów i absolwentów, którzy chcą wiedzieć, jak podnieść swoją wartość rynkową. Ale uprzedzam lojalnie: jest on tylko dla tych, którzy potrafią przeczytać i wdrożyć to w swoje życie. Szkoda twojego czasu, jeśli chcesz tylko zmęczyć swój wzrok na ekranie i dalej robić swoje.
Dlaczego tak rzadko otwierasz buzię, kiedy ktoś robi Ci dobrze? Dlaczego tak rzadko wydobywasz z siebie odgłosy? To przyjemne dla obu stron...
W podstawówce były takie zeszyty z pytaniami do kolegów. Na przykład o moje marzenia. Zawsze wtedy wpisywałem, że ich nie mam i uznawano mnie za dziwaka. Teraz już wiem, dlaczego moi koledzy-marzyciele niczego w życiu nie osiągnęli.
Jesteś studentem, albo z dumą trzymasz w szufladzie dyplom? Super! Możesz się tym dziś pochwalić co najwyżej u cioci na imieninach, bo tylko stare pryki będą widziały w tym jakąś wartość. Jeśli twierdzisz, że studia nadal są ważne, nie wiesz, co mówisz.
Często słyszę, że kochanie siebie to bycie narcyzem, egoistą, egocentrykiem, człowiekiem tak bardzo zapatrzonym w swoją zajebistość, że niewidzącym swoich wad. A co gorsze niewidzącym potrzeb innych. Nieprawda!

Kolekcjoner wyrafinowanych doznań, urodzony wrażliwiec, twórczy buntownik z powołania. Łamanie konwencji, bezkompromisowy, frywolny przekaz to moje największe narkotyki. Lubię się intelektualnie spocić, kocham stand-up i wyborne alkohole. Piszę tu, bo lubię, bo świat budzi we mnie potrzebę niepoprawności. Moja definicja szczęścia to sprostanie swojej wyobraźni. Jeśli twoje życie wypełnia ocean złudzeń i grzecznych schematów, to niestety nic tu dla siebie nie znajdziesz.

Bez tych wpisów dalej się nie ruszaj