Nigdy nie przypuszczałem, że tak szybko, tak bezlitośnie i z niepohamowaną przyjemnością zacznę odrzucać wirtualne obrazy mojego życia. I nie dlatego, że mógłbym się z nimi nie utożsamiać. Żyjemy szybko, jeszcze szybciej zapominamy, co wczoraj uchwyciliśmy w obiektywie (no, przyznaj uczciwie, czy bez sprawdzania pamiętasz, jakie zdjęcia zrobiłeś telefonem tydzień temu?). Piksele gonią piksele. Po cichu wkrada się prosta, ekonomiczna reguła. Im czegoś więcej, im łatwiej dostępne, tym mniej to cenisz. Nie, ja już podziękuję. Zatrzymajcie ten rollercoaster, ja wysiadam.


Z pewnością znasz to doznanie, kiedy bierzesz do ręki zdjęcie. Zwłaszcza takie stare. Czujesz, jakbyś na chwilę wszedł do tego obrazka. Mają niebywały urok, są magnetyczne. Choćbyś bardzo chciał, tej magii nie da przenieść się na ekran.

Kiedys wierzylem w milosc. Ale to bylo w Ciechocinku cwierc wieku temu. #vintage #oldtimes #love #childhoodmemories

Posted by Kamil Newczyński on 15 kwietnia 2015

Obietnico, pozywam cię!

W książce pt. „Atramentowe serce” Mortimer Forchart zajmuje się restauracją starych książek. W jednej ze scen wypowiada do swojej córki niebywale przekonujące słowa.

„Wspomnienia najlepiej trzymają się kart pokrytych drukiem.”

W tym zdaniu kryje się dość brutalna prawda o tym, jak ulotne są wirtualne obrazy. Nigdy nie podważę niesamowitego postępu, jaki zawdzięczamy nowoczesnym technologiom. Ale stawiam je dziś przed sądem za kradzież prawdziwych, głębokich momentów. Za naiwne karmienie mnie obietnicą, że w telefonie mogę uchwycić wszystko, co najważniejsze. A na dodatek wszędzie, szybko, łatwo i na zawsze.

To bardzo złudne. Bo instynktownie pomyślisz, że to absurdalne oskarżenie, że lepszą ofertą świat nigdy nie kusił. Jednak na końcu tej układanki wyrasta brutalna prawda. To, co wirtualne, łatwiej i szybciej się zapomina.

Wiele wspomnień na to nie zasługuje. Są po to, żebyś pamiętał, co przeżyłeś i (co może ważniejsze), gdzie dziś jesteś. Zbieranie punktów odniesienia pozwala ci nie tylko podejmować lepsze decyzje, ale i łatwiej zrozumieć, co jest naprawdę ważne. Przypomniała mi o tym nawet ostatnio kupiona książka z antykwariatu. Coś, co dotykasz, coś, co nie zniknie przegonione szybko kolejnym ruchem myszki, nabiera wagi.

Najlepsze wspomnienia pachną drukiem

Identycznie było z fotoksiążką z empikfoto.pl. Przyznaję uczciwie i lojalnie: początkowo zaintrygowanie mieszało się z wieloma znakami zapytania. Czy w dobie łatwego pstrykania zdjęć smartfonem w ogóle zrobi to wrażenie? Czy to dobry prezent, czy przebije (jak mi się wtedy wydawało) bardziej praktyczny, klasyczny album na zdjęciami?

Od początku czułem jednak ogromny, niczym niewymuszony fun. Bo samodzielne składanie fotoksiążki daje niespodziewanie dużo satysfakcji, a własny „wyrób” cenisz znacznie bardziej, niż tzw. gotowce.

fotoksiążka z Empiku

Aplikacja uruchamia się w przeglądarce i od tej pory dostajesz dość potężne narzędzie do spersonalizowania swojego projektu. Ważne: mechanizm nie wymaga od ciebie profesjonalnych umiejętności. Klikasz, przeciągasz, wpisujesz, zatwierdzasz – banalnie intuicyjne. Oczywiście, są gotowe szablony, ale nawet i w nich możesz edytować każdy drobny element (kolory, rodzaj i wielkość czcionek, układ zdjęć, etc.).

Szeroka paleta funkcji i dodatków sprawia, że tworzenie własnej fotoksiążki bardzo wciąga. I to na kilka godzin. Dużo czasu zajęło mi wybranie odpowiednich zdjęć. Po skopiowaniu ich do aplikacji reszta idzie już szybciej. Przy czym muszę przyznać, że finalny wygląd na monitorze nie robi takiego wrażenia, jak to, co później odbierasz w salonie Empiku. Błyszcząca, twarda okładka, bardzo dobre odwzorowanie kolorów. Kilkanaście stron sprawia, że zdjęcia, o których być może łatwo bym zapomniał, ułożyły się w ciekawą opowieść nie do zapomnienia.

Jestem wybredny, ciężko mnie zadowolić, ale to jedna z tych rzeczy, które ostatnio wymalowały nieudawanego banana na twarzy. I nie tylko u mnie, bo fotoksiążkę robiliśmy razem z W. i to ona chyba bardziej nie mogła się tego doczekać (nawiasem mówiąc, to świetna zabawa dla dwojga). Nie mam jednak wątpliwości, że to równie świetny prezent na każdą okazję. Bo wspomnienia najlepiej trzymają się kart pokrytych drukiem.

In this article

Dodaj komentarz

5 komentarzy do "Jak pozwałem do sądu niespełnioną obietnicę"

Powiadom o
avatar
5000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Fał
Gość

Świetna inspiracja! Z pewnością wykorzystam w swoich personalizowanych prezentach <3 Jest moc, jest efekt "wow", wszystko tak jak lubię! Ode mnie okejka 😉

View Comment
Edyta
Gość

Właśnie skończyłam naszą 29 i zaczynam 30. Chyba muszę przyjęcie z tej okazji wydać 😉
Pozdrawiam Edyta

View Comment
Edyta
Gość

Dzieci mam 😉 a jak chciałam robić albumy to poległam po pierwszym.

View Comment
Adam
Gość

Zgadzam się w 100& że to wspomnienia na papierze zawsze zostaną z nami a te wirtualne mogą się gdzieś zagubić, dlatego odkąd urodziła się moja córka (2010) co roku zbieram jej zdjęcia i tworzę fotoalbum. Na pamiątkę dla nas i dla niej.

View Comment
wpDiscuz