Jeden z obecnie topowych blogerów (którego nazwiska nie wymienię, bo to nie jest dla tego wątku najważniejsze) rzucił mi kiedyś prosto w twarz:  Kamil, lubię cię, ale bywasz na blogu wkurwiający. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, jak na to zareagować. Dziś doskonale wiem, że to komplement.

Wkrótce po tym zrozumiałem, co jest najdotkliwszą obelgą dla blogera. To brak jakiejkolwiek opinii na jego temat. Możesz być wkurwiający, kochany, znienawidzony, inspirujący albo po prostu beznadziejny. Ale najgorsze to być na tyle nijakim, że ludzie nie będą potrafili wydusić z siebie ani jednego przymiotu.

Nie wiem, jak reagujesz, kiedy cię tu wpieniam, ale u mnie w byciu wkurwionym odnajduję coś nadzwyczaj osobliwego. Coś skrajnie odwrotnego do typowych zachowań. I co ostatnio tak mocno ze mnie wyszło, że stało się tematem (chyba jednego z najważniejszych) wpisów na blogu.

Po publikacji wpisu „9 męskich cech, których najbardziej pragną kobiety” napisała do mnie koleżanka ze szkolnych czasów. Od razu wyczułem, co się będzie odpierdalało. O, jaki ty medialny. O, jakieś sukcesy. Takie trele morele i skrajnie nieudolna próba wejścia w cztery litery. Z każdą minutą żyła na czole rosła mi jeszcze mocniej i już tylko odliczałem sekundy od grzecznego komunikatu, żeby sobie stąd poszła.

Cudem wlazła w końcu na temat ostatniego wpisu. Zaczęła nawijać, że ja z tych wszystkich cech mam 8 na 9. Cóż, ja doskonale wiem, ile mam, więc kompletnie mnie to nie ruszyło. Nie wiedziałem jednak, że przypuści atak na ten jeden brakujący element. I to tak dosadny, jakby chciała w sekundę od razu rzucić męża, dzieci i nadrabiać ze mną brakujące puzzle ideału.

– A co ty taki utytyś? No, nie pamiętasz Newczyński jak to było w szkole? Nikt przecież sobie bez ciebie nie wyobrażał zawodów sportowych. Biegało się, grało, zdobywało nagrody, a teraz to co?

A teraz to znikaj mi z oczu. No, może tak jej dosłownie nie powiedziałem, ale temat uciąłem z prędkością światła. To wkurwienie przytaszczyło mi jednak coś w prezencie. Coś, co nazywam twórczym buntem.

Jesteśmy zasadniczo dość mściwym narodem i kiedy ktoś nas wkurwi próbujemy się odegrać i przypieprzyć mu z podwójną siłą. Taka złość wymierzona na zewnątrz niczym karabin snajperski w ofiarę. U mnie dzieje się odwrotnie.

Kiedy jestem czymś wkurwiony, złość czuć rzecz jasna na zewnątrz, ale działania idą do wewnątrz. Lubię zaczynać od siebie, bo jestem typem skrajnie nastawionym na cel. Nigdy jeszcze nie udało mi się osiągnąć ważnego planu, wymierzając lufę w tego, kto mnie wkurwił. Po prostu zabieram się za to sam. Robię to inaczej, później okazuje się, że wychodzi mi lepiej, więc mogę tylko dziękować.

Taki sobie wymyśliłem motywator. I to bardzo dobrze działa. Być może podobnej reakcji trzeba się w życiu nauczyć. Kiedy ktoś cię wkurwia, okaż to, ale działaj do wewnątrz, nie na zewnątrz. To nie lada wyzwanie w kraju nad Wisłą, bo przecież zawsze łatwiej jest wiedzieć, co inni robią źle, nie widząc, że tyle samo destrukcyjnych zachowań wychodzi od tych zajadle krytykujących.

Przy okazji odkryłem, że instynkty z przeszłości nie umierają. Nawet jeśli myślisz, że ich wskrzeszanie nie będzie tak łatwe i szybkie, jak ich wyzwalanie w dawnej przeszłości.

Należę do ludzi, którzy mają zdolność do osiągania ponadprzeciętnych wyników w krótkim czasie, przy jednoczesnym niskim nakładzie zasobów i sił. Będąc wkurwionym, odpaliłem sobie jakiś plan treningowy i czytam: w pierwszym tygodniu rób interwały – minuta biegania, cztery minuty szybkiego marszu. I tak dalej przez 40 minut. Myślę sobie: pierdolenie jakieś. To nie na moje instynkty, które kiedyś wyzwalały we mnie ambicje na miarę najlepszych osiągnięć. A przecież wtedy buty do amatorskich kopnięć i biegania kupowało się w blaszanych budach i na straganach z wietnamskim towarem za 10 zł. I nikt nawet nie marzył o bieżnikach od Continentala czy piankach, nadających ci super kosmiczną amortyzację.

Dziś jest 7 dzień 40-minutowego biegania bez przerw na marsz. Ćwiczę, trenuję, biegam jak za czasów, kiedy nikt sobie beze mnie nie wyobrażał szkolnych zawodów sportowych. I tylko dlatego, że ktoś mnie wkurwił. Dziękuję, polecam.

In this article

Dodaj komentarz

13 komentarzy do "Kiedy ktoś cię wkurwi, podziękuj mu za to"

Powiadom o
avatar
5000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Łukasz Przechodzeń
Gość

A potem będzie kontuzja 😉

View Comment
Ania
Gość

Kurcze, ja bym nie zmusiła się do biegania, nawet gdyby ktoś wkurwił mnie na maksa. A przyznam, że mam tak jak Ty- potrafię szybko, w krótkim czasie osiągać maksimum wściekłości. Inną sprawą jest to, że mój ‚Japończyk’ nieustannie mi w tym pomaga 😉

View Comment
Ania
Gość

Mój Japończyk to Hashimoto, niestety… Przyczepił się do mnie i najwidoczniej dobrze mu ze mną, bo nie odpuszcza 🙂

View Comment
Ola
Gość

Z doświadczenia wiem, że w momencie, gdy wydaje Ci się, że wreszcie udało Ci się opanować jakiś instynkt/zachowanie, nad którym od dłuższego czasu pracujesz, czy którego po prostu chcesz się wyzbyć, ma miejsce sytuacja, dzięki której weryfikujesz, jak daleka jeszcze droga przed Tobą, albo doceniasz, ile już udało Ci się osiągnąć w dziedzinie rozwoju osobistego. Mnie osobiście tacy znajomi wciąż wystawiają na próbę 😉 Pozdrawiam

View Comment
Julia
Gość

Wiem o czym piszesz…mnie non stop ktoś wkurza…mam wrażenie, że ponadprzeciętnie 😉 w pewnym momencie uświadomiłam sobie też, że nie ma co się wkurzać…tacy ludzie działają jak Twoja podświadomość, która wybudza się z uśpienia i przypomina Ci o Twoich zaniedbaniach…motywują, ale najważniejsze jest ostatecznie to, żeby działać z intencją udowodnienia sobie a nie im, że możesz coś w sobie zmienić…jeżeli w ogóle uznasz, że należy…

View Comment
moon-child.pl
Gość

A ja mam z kolei inny problem. Praktycznie nic nie jest w stanie mnie wkurwić (nawet pisanie słowa wkurwić mnie śmieszy). Może wiąże się to z totalnym brakiem agresji u mnie, nie wiem, ale czasem nawet chciałabym, aby ktoś wywołał we mnie takie emocje, żeby na serio mnie zdenerwować. Chyba nawet nigdy na nikogo nie krzyknęłam, nikt mnie nie był w stanie doprowadzić do takiego stanu. Bardziej jestem zawiedziona zachowaniem kogoś, niż wkurwiona, Także to o czym piszesz jest dla mnie zupełnie obce 😉

View Comment
moon-child.pl
Gość

Co jest moim motywatorem? Dwie rzeczy. Pierwsza, jak ktoś mówi „i tak Ci się nie uda”. Wtedy mam ochotę wstać, uśmiechnąć się i powiedzieć: „Nie uda mi się? No to patrz!” A drugie to są pochwały – jestem na nie łasa 😉 . Ale oczywiście te szczere, niczym niewymuszone.

View Comment
orszulie
Gość
A co jesli… wkurwienie poteguje kolejne, ktore wyzwalajac jeszcze jedno a po nim kolejne, wzmaga w niektorych chec dania komus w morde? Heh, niczym szkatulkowa opowiastka jakiejs przeslicznej szeherezadopodobnej niewiasty, kumulacja napiec wyzwala jezykowopodworkowy belkot. Zatrzymanie tej pnacej sie szalenie energii i zwrocenie jej, jak mowisz – do srodka – to dopiero sztuka sztuk! Nie wiem co dobrego moze mi przyniesc taki mega wkurwa ale czasem… czaaaaaaasem trzeba go wyrzucic… oddac wkurwiaczowi ze wzmozona sila, ktora sprawi niewyrazona ulge. Prostote tej mojej dziwnej teorii utrudnia warunek: posiadanie takiej umiejetnosci, ktora sprawi, ze owo oddanie komus pieknym za nadobne powinno byc… Czytaj więcej »
wpDiscuz