Papierowe wydanie Gazety Wyborczej sprzed kilku dni donosi o nowych statystykach i powodach rozwodów w kraju nad Wisłą (za oficjalnymi danymi GUS-u). W ubiegłym roku obrączki uśmierciło 66 tys. małżonków. W 2000 r. było ich ponad 42 tys. Spory wzrost. A powody? Zaskakująco wciąż te same od ponad dekady. Niedopasowanie charakteru, zdrada i na trzecim miejscu alkoholizm.

Ale z tym niedopasowaniem charakteru strasznie mi śmierdzi. Jakie niedopasowane charakteru? Bullshit! Nie wierzę w to. Przecież 15 lat temu ludzie nie mieli tak szerokich perspektyw mieszkania ze sobą, jakie mają teraz. Popatrz na swoich znajomych, popatrz na statystyczne małżeństwa. Ci ludzie mieszkają ze sobą przez kilka lat, zanim spojrzą sobie w twarz przed ołtarzem. Kiedyś tak nie było. Więc o czym my teraz mówimy? Nie kupuję tego argumentu. Czy tylko ja dostrzegam, że to przez kobiety?

No spójrz chłodnym okiem historii. Jak wyglądała rola kobiety 2, a nawet 3 dekady temu? To facet był dominującym elementem tej układanki. A kobieta? Głównie matka i pani domu. Żadna tam karierowiczka, tylko przykładna żona, silnie uzależniona od męża. Bo raz, że zajmował wyższe i lepie płatne stanowiska, wykładając siano na żonę i dzieci. A dwa, kobieta stawiająca rozwój zawodowy i osobisty na równi z domem to była odległa galaktyka. To się dziś radykalnie zmieniło.

Cztery raz „ES”

Kobieta o samodzielnym utrzymaniu się na dobrym poziomie po rozwodzie mogła wtedy co najwyżej poczytać w jakiś Harleqinach. Teraz pozycja płci pięknej na rynku pracy jest znacznie mocniejsza. Wokół siebie mam tabun (nazywanych przeze mnie roboczo) 4S. Samotna, samowystarczalna, seksowna singielka.

To jest nowy typ kobiety zrodzony w ostatnich 5 latach. Nawet jeśli część z nich wejdzie w trwałe relacje (choć z mojego doświadczenia wynika, że większości wystarczy moc pochlebców), to absolutnie są w stanie samodzielnie się utrzymać. I to na bardzo dobrym poziomie. Dziś po prostu kobietom jest łatwiej powiedzieć „nie będę trwać mimo wszystko, sama też dam sobie radę”.

I to jest, drogie panie, komplement. Z premedytacją nie napisałem w tytule, że to wina kobiet. Tu nie ma kogo obwiniać. To po prostu przez waszą rosnącą siłę w społeczeństwie, łatwiej jest Wam egzystować na dobrym poziomie jako 4S. Facet przestaje być dla Was koniecznym elementem satysfakcjonującego stylu życia.

Jasne, zaraz ktoś powie, że co innego na wsi, co innego w mieście, a jeszcze co innego w Katolandzie. Zgoda. Tyle że ta rosnąca pozycja kobiet jest niezaprzeczalnym faktem. I dam sobie rękę uciąć, że dzisiejsze 25 czy 30-latki, 2 dekady temu właśnie z tych przyczyn zyliard razy zastanowiłyby się, czy rzucać męża z obawy o poziom życia „po”.

Czy to dobrze? Na pewno mężczyźni szybko odkryją, że kobiet nie da się utrzymać przy sobie pozycją zawodową i stanem konta, które zapewni im (tak bardzo istotne dla nich) poczucie bezpieczeństwa. Kiedyś wystarczyło, że facet przynosił raz w miesiącu pieniądze na stół i jakoś tam się żyło.

Wyemancypowane kobiety podniosły poprzeczkę. Ale przez to albo coraz częściej w ogóle nie myślą o małżeństwie (bo szybko stają się klasycznymi 4S), albo je długo odkładają (bo jest posucha). A jak już staną się mężatkami i odkryją, że ta poprzeczka po ślubie samowolnie opada, to zrezygnują. Bo dadzą sobie radę same (to wynik bardziej pragmatycznego podejścia do życia).

Kółko się zamyka. Wejdą w kolejną relację i kolejną, i kolejną. I znów będą sprawdzać dopasowanie charakterów.

I niech tak zostanie. Mi to nie przeszkadza. Nigdy nie czekałem na wieczne rzeczy w moim życiu. W stabilizacji jest nuda.

In this article

Dodaj komentarz

7 komentarzy do "Mamy więcej rozwodów? To przez kobiety!"

Powiadom o
avatar
5000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Martyna
Gość

To pokazuje również, że faceci często nie dosięgają do pięt kobietom. Facet, który chce zatrzymać przy sobie kobietę nie może zaniżać poziomu relacji, nie może pozwolić na nudę.
Z drugiej strony zauważyłam, że wchodzenie ciągle z kimś innym w relację może być bardziej nudne niż trwanie w związku z jednym, fascynującym i pasującym do nas partnerem.
(Nie)stety obie strony muszą się starać.
Świat się zmienia – Panowie, pora zacząć nadążać za kobietami, albo czeka nas seksmisja 😉 (i abstrahując spora destabilizacja rodzin)

View Comment
margaritum
Gość
Nigdy nie myślałam w ten sposób o przyczynach rozwodów, ale może rzeczywiście coś w tym jest. Właśnie patrzę jak rozpada się małżeństwo mojej koleżanki. Młodzi ludzie, dwa lata stażu. I faktycznie jednym z najważniejszych powodów jest to, że ona chce pozostać niezależna, że nie dała się zamknąć w pewne schematy. Ale przyczyn rozwodów w obecnych czasach jest znacznie więcej. Na pewno większe przyzwolenie społeczne na takie wyjście z sytuacji. I na pewno też to, że przyzwyczajamy się do łatwych rozwiązań, do tego że nie trzeba się starać, można iść na łatwiznę, eksperymentować. To taka spłycona forma „podążania za głosem serca”… Czytaj więcej »
Magdalena
Gość

A dlaczego mężczyźni nie nadążają? Bo utarł się schemat faceta metroseksualnego, wrazliwego, nie dającego satysfakcji kobiecie. Wybierają wizyty u psychologa leczącego jego lęki przed daniem kobiecie orgazmu niż pokazanie jej że jest prawdziwym ogierem i weźmie ją tu i teraz. Gdzie ten testosteron? Za dużo kobiecego pierwiastka a za mało wiedzy na temat prawdziwych pragnień partnerki. Czy naprawdę wizyta u kosmetyczki jest ważniejsza niż seks w windzie? Na szczęście mam męża który wie że nie trzeba się golić pod pachami żeby dać satysfakcję z pożycia 😉

View Comment
orszulie
Gość
W obliczu rozpadającego się związku te wszystkie powody tracą nieco na znaczeniu. Oczywiście nadal funkcjonują w mentalności jako może zapasowe, wytłumaczalne i racjonalne przyczynki….. bo przecież: nie kochamy się już, trudno nam się dogadać, lepiej nam bez siebie, samodzielność oznacza więcej wolności a poza tym – i tak lepiej czujemy się oddzielnie. To przyzwyczajenie i to przede wszystkim poczucie, że nuda zabiera nam codzienność i zakrawa na depresyjne stany okołorozwodowe… Moje małżeństwo się rozpada – dlatego komentuję ze stanowiska głównej zainteresowanej – „udokumentowane”, „udowodnione”, „statystycznie najczęstsze” powody rozstań są wygodniejsze, bo stanowią źródło wymówek. A trzeba pamiętać przecież, że póki… Czytaj więcej »
Beata
Gość

Jedna uwaga, statystyki, mówiące o powodach rozwodów, a konkretnie „niedopasowanie charakterów”, w które słusznie nie wierzysz, jest często po prostu najłatwiejszą opcją na rozwód bez ‚publicznego prania brudów’. Jestem jedną z tych byłych żon, które wolały szybko i bez niepotrzebnych dramatów rozwieść się ze zdradzającym mężem, a za przyczynę podającą wygasłe uczucie i niedopasowanie charakteru. I nie jestem jedyna.
BTW, faktycznie samodzielność (w szczególności finansowa) pozwoliła mi zachować dumę i nie godzić się na kolejne upokorzenia, z jakimi pewnie wiązałoby się pozostanie w tym chorym małżeństwie.

View Comment
wpDiscuz