Są pewne rzeczy, których prawie nigdy nie robię w domu. Albo przynajmniej mocno ich unikam. Z jednego prostego powodu. Nie smakują mi tak dobrze, jak poza nim.

W moim osobistym słowniku jest coś takiego, co nazywam pocałunkiem smaku. Niby potrafię wieczorem otworzyć lodówkę, wyciągnąć butelkę chłodnego piwa i sączyć łyk po łyku. Ale nie umiem dopić do końca. Idzie mi to dość opornie, bo brakuje mi wyrazistego akcentu.

Być może zabrzmi to dziwnie, ale smak piwa potrafi całować inaczej w różnych miejscach. W domu całuje kiepsko. Mało wyraziście. Taki pocałunek potrzebuje jakiegoś masażu, żeby obudzić lepszy smak.

To jedna z tych rzeczy, która musi być dla mnie bezkompromisowa. To taki rytuał, który dla pełni smaku potrzebuje jeszcze innego miejsca i ludzi podobnych do mnie.

Kamil Newczyński

Jedzenie i picie odbieram wszystkimi zmysłami zupełnie inaczej (a często najlepiej) z dala od własnych czterech ścian, w towarzystwie osób, z którymi po prostu dobrze się czuję.

Śniadanie o 6 rano przed pracą nigdy nie będzie smakowało tak dobrze, jak w sobotni, leniwy poranek na kocu pod chmurką. Piwo nie będzie nigdy tak dobrze łechtało moich kubków smakowych w domu, jak na imprezie, w hałaśliwej wesołości, wśród innych rozbawionych twarzy.

To trochę jak z próbą urozmaicenia w seksie. Jeśli sprawdziłeś dokładnie tę sama pozę, z tą samą osobą w windzie czy na łonie natury, to na pewno dobrze wiesz, o czym teraz myślę. Smakuje zupełnie inaczej niż na łóżku, w którym spędzasz kilka godzin każdego dnia.

Potrafisz obudzić w tym coś zupełnie innego, lepszego, niespotykanego, coś na 150%. Do pełni szczęścia niektórym rytuałom wystarczy samo delektowanie się. Innym, żeby dobrze smakowały, potrzebna jest zmiana otoczenia. Całkowita.

Łapiesz do ręki butelkę chłodnego piwa, otwierasz z charakterystycznym „pssst” i to, co dalej się wydarzy z twoimi kubkami smakowymi i umysłem zależy od tego, gdzie jesteś, z kim jesteś i co robisz.

Nawet taka prosta, zwykła, domowa kanapka, zrobiona przez najbliższą osobę na drugie śniadanie do pracy, smakuje inaczej.

Dlaczego? Nie próbuję na siłę znaleźć jakiegoś sensownego wytłumaczenia, dlaczego tak się dzieje. Choć po cichu liczę, że jakiś życzliwy komentator mi to wyjaśni (szyderczo, humorystycznie, czy całkiem poważnie). Ale jedno wiem na pewno. Jedna rzecz potrafi oddawać inne pocałunki smaku w wielu różnych miejscach. Kiedy coś mi nie smakuje, zmieniam miejsce. A może Ty też tak masz?

Kamil Newczyński

[box type=”info” width=”100%” ]Zdjęcia są własnością Piotra Książka, autora blogu warsawstreets.pl i pochodzą z przejazdu #partywagon, do którego zostałem zaproszony dzięki współpracy z marką #desperados.[/box]

In this article

Dodaj komentarz

5 komentarzy do "Pocałunki smaku"

Powiadom o
avatar
5000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Edyta
Gość

Wspolpraca z marka Desperados tez by mnie interesowala 😉 W sumie sa mi winni spore pieniadze ;P I moim znajomym tez !!! Faktycznie najlepiej smakuje poza domem, z odpowiednim towarzystwem, tudziez w domu z odpowiednim towarzystwem.
Pozdrawiam Edyta

View Comment
Kinga
Gość

ja tam wolałąbym powspółpracować z jakimś producentem whisky 🙂 przypomniało mi się, że kiedy chodziłam do szkoły to chips’y jedzone od kogoś zawsze były lepsze niz te własne 🙂

View Comment
Patrycja
Gość

Znajomi zawsze mi wmawiali, że to, że herbata smakuje mi tylko nad jeziorem, to mój wymysł, bo herbata zawsze jest taka sama- nad jeziorem, w domu i w każdym innym miejscu na świecie. A tu proszę, ktoś mnie jednak rozumie!

View Comment
wpDiscuz