Zanim przekażę Ci garść praktycznych porad o flircie z czytelnikiem, chcę abyś przypomniał sobie ostatnią rzecz, którą przeczytałeś. Może to być czasopismo, ostatni tekst na tym blogu, albo książka. Już? Gotowy?

A teraz zadaj sobie trzy pytania:

1. Czy zacząłeś od początku i czytałeś do końca?
2. Czy czytałeś każde słowo?
3. Czy wierzyłeś we wszystko i zgadzałeś się z każdym słowem?

Stawiam Jacka Daniels’a z colą, że choć raz odpowiedziałeś przecząco (a może nawet przy każdym pytaniu?). Ale z pewnością zastanawiasz się teraz, jaki miałem w tym cel?

Cóż, nie jestem twórcą treści od czasów pergaminu, ale czytelnikiem od bardzo dawna już tak. Daje mi to prawo do postawienia pewnej tezy.

Nigdy nie staniesz się dobrym pisarzem w internecie, jeśli zapomnisz, jak zachowujesz się w roli czytelnika.

Najlepsi, perswazyjni twórcy treści muszą walczyć o uwagę odbiorcy. I nie po to, by ją tylko zdobyć. Ale także po to, aby ją utrzymać i dotrzeć do ostatniej fazy uwodzenia w tekście.

A więc jak napisać dobre teksty? Nie obiecam ci, że dzięki temu poradnikowi staniesz się Ianem Flemingiem blogosfery. Z pewnością jednak dostaniesz ode mnie garść bardzo konkretnych i praktycznych porad, dzięki którym stworzysz angażujące, lekkie i pełne energii teksty.

Bądź gościem u twojego czytelnika

Jeśli choć raz obserwowałeś flirt, to z pewnością szybko zauważyłeś jedną, fundamentalną rzecz. Prawie zawsze odbywa się on między dwojgiem ludzi. Identycznie dzieje się z flirtem w tekście.

Świetnie rozumiem, że pisząc tekst masz przed sobą tłum czytelników. To motywuje, dając ci poczucie popularności. I choć zakrawa to na czepianie się szczegółów, będę bronił następującej teorii.

Najlepsi twórcy treści piszą tak, jakby miała ich czytać jednoosobowa publiczność.

Zwróć uwagę, że czytanie jest procesem odosobnionym, intymnym, zachodzącym w głowie czytelnika. Gdy teraz czytasz to, co mam Ci do przekazania, w efekcie dołączam do Ciebie w tej samotni. Jestem Twoim gościem.

I z tej perspektywy (choć nic o Tobie nie wiem) ode mnie zależy, czy uda mi się zbudować z Tobą relację. A następnie znaleźć sposób na uczynienie moich tekstów ożywczymi, angażującymi i przekonującymi.

Jaką reakcję powinieneś wywołać u odbiorcy?

Aby przekonać czytelnika do określonych działań, musisz najpierw wiedzieć, jaką reakcję powinieneś u niego wytworzyć. Czy to będzie smutek, czy zaangażowanie, skupienie, humor, a może powinien czuć się zmotywowany? Dlatego nieważne, co napiszesz. Ważne, jak zareaguje odbiorca.

Ale żeby jeszcze lepiej zobrazować to, do czego chcę Cię przekonać, posłużę się pewnym przykładem. Wyobraź sobie, że chcesz wywołać u swojego odbiorcy uśmiech, przekonując go jednocześnie do posiadania poczucia humoru. Możesz oczywiście napisać np. tak.

Jestem 37-letnim facetem, który uwielbia dużo się śmiać, chodzić do kina na komedie romantyczne i opowiadać kobietom dowcipy.

Przyznaj, że brzmi mało przekonująco. Ale spróbujmy to zmienić i napiszmy w ten sposób.

Zostałem ostatnio wybrany na dożywotniego prezesa Klubu Miłośników Hello Kitty. Jestem dumny ze swojej kolekcji pojemników śniadaniowych, pochodzących ze wszystkich kontynentów. Potrafię wymienić wszystkie odcinki Monthy Pytona z pamięci (naprawdę chcesz, żeby to teraz zrobił?)

Zapewne ktoś po przeczytaniu takiego opisu powie: „O, ten facet wydaje się być zabawny. Przebywanie w jego towarzystwie musi być czystą przyjemnością”. A za chwilę dorzuci: „no, to teraz pora to sprawdzić – już ja to sobie osądzę”.

W ten sposób wprowadziłeś czytelnika w oczekiwany nastrój, który doprowadzi do konkretnego rezultatu. Czytelnik zainteresuje się bliżej tym, do czego go przekonywałeś. Ponieważ nie masz nad nim całkowitej kontroli, musisz zrobić wszystko co w twojej mocy, by nie poczuł się oszukany. Wierzę w Ciebie!

Twój osobisty słownik sukcesu

Na potrzeby wyjaśnienia tej kwestii stworzyłem propozycję tytułu wpisu na blogu parentingowym. Oto ono.

„Z tym problemem nie radzi sobie 80 proc. matek. Wiem dlaczego i zdradzam rozwiązanie”

Zachęcające, prawda? Zasiałem niepewność, ale tym samym skutecznie demotywuję odbiorcę. Jak to zmienić, tworząc jeszcze bardziej skuteczny komunikat? Zastąp „problem” słowem „wyzwanie”.

Zwróć również uwagę, że nagłówek doprowadza do celu, o którym mówiłem w poprzedniej części. Do opisania stanu emocjonalnego. Z pozoru oba wyrażenia nie różnią się od siebie. Ale na poziomie kreowania odpowiedniego nastawienia odbiorcy pojawia się subtelny kontrast. 

„Mam problem” jest demotywujący i ma pejoratywne zabarwienie. Z kolei „to wyzwanie, przed którym stoję” o wiele bardziej zachęca do działania. A przynajmniej (w porównaniu do pierwszego) jest neutralny. Zachęć przy tym czytelnika do dołączenia do elitarnej grupy odbiorców. Nagłówek będzie więc brzmiał następująco.

„Z tym wyzwaniem radzi sobie 20 proc. matek. Wiem, jak do nich dołączyć”.

Tajemna moc czasowników

Czytając teksty na wielu blogach, czuję się jak pod narkozą. Choć autor wybiera ciekawy temat, nie potrafi wskrzesić alchemii słowa. Nieświadomie układa w ten sposób zdania, które zastygają w bezruchu, tworząc ołowiany, toporny tekst. Można to bardzo łatwo poprawić, stosując dynamiczne czasowniki.

Ożywiasz w ten sposób to, co nieożywione. Spójrz na te przykłady.

Ruszyła czwarta edycja Tańca z blogerami.
Kopnął w tył krzesło i wyskoczył przez framugę strzaskanego okna na chodnik.
Szablewska: Wojewódzki wbił mi nóż w plecy.

Zauważyłeś, że orzeczenie w tych zdaniach pokazuje, że coś się dzieje? Pamiętaj jednak, aby czasownik dynamiczny był w stronie czynnej i opisywał czynność bez pomocy innych słów (czyli zamiast „musieliśmy zdecydować” napisz „zdecydowaliśmy”).

Nie bez powodu styl bogaty w czasowniki dynamiczne nazywa się męskim. Mężczyźni wolą działać niż mówić, szybko przechodzą do konkretów, są zdecydowani i mają potencjał do dominacji. Dlatego takie teksty są zwięzłe, zrozumiałe i bezpośrednie.

Bądź James Bondem w swoich tekstach

Jeśli napiszę, że bloger to ktoś, za kim ludzie chcą podążać, to oskarżysz mnie o zaśmiecanie tego poradnika truizmami. W rzeczywistości teksty na blogach nie eksponują pewności siebie. Jeśli chcesz ją podnieść, wyrzuć z tekstów tzw. wampiry energetyczne.

Pierwszym z nich jest czasownik modalny („może”, „mógłbym”). O wiele bardziej przekonuje mnie zdanie „Ten blender posieka nawet kamienie” niż „Ten blender może poradzić sobie nawet z kamieniami”.

Ciężko również uwierzyć w przekonywującą moc blogera, który często posiłkuje się trybem przypuszczającym („chciałbym”, „byłbym” etc.).

Połączenie czasownika modalnego i trybu przypuszczającego robi z Ciebie mięczaka. Spójrz na to zdanie. „Chciałbym kiedyś móc wystąpić na scenie”. Twojego czytelnika kompletnie nie obchodzi, co Ty byś mógł, albo chciałbyś, tylko to, co wiesz, potrafisz i robisz.

Twój tekst równie świetnie zrujnują rzeczowniki odczasownikowe i odprzymiotnikowe. Brzmią poważnie i mądrze, ale nadają urzędniczy ton (zmiana, zgoda, decyzja, odmowa, etc.). Pozbądź się ich. Jak? O tym w następnej części.

Czy twój tekst ma wyraźnego bohatera?

Twój tekst nie będzie tryskał energią, jeśli schowasz w zdaniu bohatera. Nie dość, że uciekasz w ten sposób od odpowiedzialności za słowa, to rujnujesz tekst wspomnianymi wcześniej rzeczownikami. Weźmy na tapet taki przykład.

Nasza decyzja dotyczyła zmiany wysokości wynagrodzenia dla blogerów.

Czy w tym zdaniu bohaterem jest „nasza decyzja”? Oczywiście, że nie jest. To zdanie nie oddaje tego, czym jest burzliwa dyskusja na tak ważny i drażliwy temat. Lepiej napisz w ten sposób.

Dyskutowaliśmy (zauważyłeś, że dodałem czasownik dynamiczny?) nad zwiększeniem wynagrodzenia dla blogerów.

Twój bohater zniknie także z pola widzenia, jeśli będziesz stosował stronę bierną. Unikaj jej jak ognia. Dobrze wygląda tylko wtedy, jeśli chcesz zrobić z siebie ofiarę („nam dano tylko kromkę chleba”, „nas wywieziono wagonami”, etc.).

Pisz metodą 2-3-1

To będzie bardzo prosta i krótka lekcja. Bo jej myśl przewodnią skwituję jednym zdaniem. To, co najważniejsze, umieszczaj na końcu zdania.

Zerknij teraz na dwa przykłady z popularnych piosenek.

All you need is love.
Would you know my name If I saw you in heaven?

Spróbuj zamienić słowa „love” oraz „heaven” jakimkolwiek innym. Co teraz czujesz? Są równie silnie wyeksponowane, jak te oryginalne, prawda?

Rozmawiaj z czytelnikiem w tekście

W tej części będę przekonywał Cię do niezwykle istotnej postawy w tekście. Niemal najważniejszej dla ostatniej fazy flirtu z czytelnikiem (czyli interakcji).

Przyznaj, że nigdy nie odbierasz pojawiających się w treści słów bezkrytycznie. Zawsze coś wprawi Cię w zakłopotanie, intrygę lub zrodzi pytanie. Wygląda to trochę tak, jakby w twojej głowie mieszkał tajemniczy głos, który komentuje czytany przez nas tekst. U mnie wygląda to dokładnie tak.

„Taaa, jasne”. „Hm, ale może jakiś dowód?”. „Właśnie sam sobie zaprzeczył”. „Co to za koleś?”.

Wyobrażam sobie, że twój głos jest nieco bardziej uprzejmy. Jednak prosta zasada nie zmienia się. Czytelnicy przez cały czas prowadzą ze sobą dialog na temat tego, co czytają (Ty też właśnie to robisz. Myślisz sobie: a skąd on to wszystko wie? Czy on ma rację? Jak on do tego wszystkiego doszedł? Pewnie ma znajomości!).

Skoro każdy czytelnik prowadzi ze sobą dialog, dlaczego nie wykorzystasz tego i nie przejmiesz roli głosu, mieszkającego w jego głowie? Zadawaj w tekście pytania, zastanawiaj się, prowadź dialog (możesz to robić w nawiasach). Na przykład.: („hm, zabrzmiało jak u ciociu na imieninach, ale zauważyłeś, że jednak ma to jakiś sens?).

Unikaj zdań wielokrotnie złożonych

Przeczytanie identycznego fragmentu tekstu na ekranie zabiera kilka razy więcej czasu, niż z kartki, dlatego wyznaję zasadę, że stosowanie zdań wielokrotnie złożonych zakrawa na świadome, dobrze przemyślane oraz niezwykle perfidne znęcanie się nad czytelnikiem, czego właśnie Ty teraz doświadczasz i mam ogromną nadzieję, że poprzez ten przykład nigdy więcej nie będziesz już tego robił, albowiem, jak już zdążyłeś zauważyć, jest to bardzo odpychające, prawda?

Na ekranie czytamy wolniej, niż z kartki. Dlatego wyznaję zasadę, że zdania wielokrotnie złożone niepotrzebnie męczą czytelnika. Teraz tego nie czujesz. Czytasz krótkie i zwięzłe wypowiedzi. Są one świetnym przykładem, jak łatwo tekst staje się dynamiczny. Zgodzisz się ze mną?

I na koniec…

Uff, dotarłeś do końca mojego poradnika o flircie z czytelnikiem. Dziękuję Ci za poświęcony czas. Ten tekst będzie tu cały czas dla Ciebie pod tym samym linkiem. Jeśli tylko zapragniesz do niego wrócić i ponownie skorzystać z moich podpowiedzi, po prostu zrób to bez wahania.

Ale zanim zaczniesz pisać dzięki niemu dobre teksty (albo inaczej: jeszcze lepsze – naprawdę mocno w to wierzę), przejrzyj dokładnie te, które już powstały. Nie znajdziesz lepszego pola doświadczalnego, niż swoje błędy z przeszłości.

Chętnie również przeczytam, co sądzisz o tym tekście (z czymś się nie zgadzasz, chcesz mnie jeszcze o coś zapytać, albo po prostu pokazać efekty poprawy?). Zrób to śmiało w komentarzu pod tym tekstem. Będę na bieżąco śledził dyskusję.

Powodzenia! 🙂

In this article

Dodaj komentarz

4 komentarzy do "Jak być Jamesem Bondem w swoich tekstach?"

Powiadom o
avatar
5000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Ania Diduch
Gość

No, na taki teskt czekałam! (brzmi lizusowsko, ale miło łechce ego, prawda? 😉 )

View Comment
Bartłomiej
Gość

Widzę tu power writing jak ta lala! Idea prostego, dynamicznego języka idzie w świat, jakże się cieszę 🙂

View Comment
wpDiscuz