Pamiętam bardzo dobrze, jak w zeszłym roku hotel Grand Cru w Gdańsku zablokował na mojej karcie pieniądze. 200 zł było przez tydzień niczyje. Serio. Bo jak piłeczka pingpongowa odbijałem się między bankiem, a hotelem, próbując ustalić, jak długo moja mamona będzie wisiała w powietrzu.

Jakkolwiek 200 zł to nie kwestia życia lub śmierci, tak cała sytuacja pozostawiła na moim czole wyraźną żyłę. Chyba nie muszę ci specjalnie tłumaczyć, co wtedy czułem?

Choć bywam niecierpliwy, to nie należę do ludzi, których oczekiwania dowodzą o patrzeniu na świat przez pryzmat własnego nosa. Jasne, lubię czuć się wyróżniony, ale stawiam wymagania (podkreślmy to tu wyraźnie) na miarę możliwości ludzi i rzeczy, którzy są po drugiej stronie.

Tuż po starcie z moim newsletterem w zeszłym tygodniu szybko zorientowałem się, że kilka osób po kilku godzinach od zapisania się nadal nie kliknęła w link aktywacyjny.

niepotwierdzone-getresponse

Jak to tak? Nie doszło? Tyłka nie trują? Już mnie nie chcą, już nie kochają? Coś musi być nie tak.

Przypomniałem sobie wtedy, że kiedyś dawno, dawno temu GetResponse miało na ten problem cwane rozwiązanie. Własnymi rękoma mogłem sprawić, że link aktywacyjny wyśle się jeszcze raz. A nuż ktoś przeoczył, zapomniał? Strasznie mi się to podobało, że w ten sposób nie traciłem szansy na kolejnego subskrybenta.

Szukam więc teraz tej funkcji, co by to czterem zagubionym owieczkom zamieszkać ponownie w skrzynce pocztowej.

Szukam, szukam, nie ma. Null, zero. Ni ma! No ja, geek, znany ekspert od wszystkiego nie mogę znaleźć? No nie ma.

Myślę sobie: kogo w tym GetResponse podkusiło, żeby tę funkcję wyłączyć? Palce swędziały mnie niemiłosiernie, żeby skrobnąć tym tam wysoko, wysoko ustawionym, że to tak być nie może i powinni rozważyć powrót do starych dobrych czasów.

Ale coś mnie podkusiło, żeby najpierw pomęczyć konsultanta na lajfie. Jak za dawnych czasów na onetowskim czacie: cze, tu Kamil, skad stukasz, laleczko?

No niestety, nie pogadaliśmy sobie, bo Kasia K. nie chciała powiedzieć, ile ma wiosen i skąd stuka, więc szybko przeszliśmy do konkretów.

– yyy, eee, hmm, (jak ja się napociłem, żeby się do tego przyznać), nie mogę znaleźć tego czegoś (tu oczywiście szczegółowo wyjaśniłem, o co mi chodziło).
Nie mija pół minuty:
– Znajdzie pan tę funkcję tu, dochodząc do niej w ten sposób…

Myślę sobie: no tak właśnie próbuję odnaleźć, ale ni ma! Kasiu, uwierz Kamilowi, ale Kamil tego nie ma u siebie. Co teraz?
– Zaraz wejdę na pana konto i dokładnie sprawdzę

Ok, łyczek whisky, przerzucam się na drugą zakładkę, czekam.

Minęły 3, a może 4 minuty. Ding-dong! Ooo, Kasia wróciła do Kamila z odpowiedzią.
getresponse-rozmowa-z-konsultantem

 

Logiczne. Też bym dostał kurwicy, jakby mi ktoś wysłał takich przypomnień ze 30 dziennie. Raz na dobę wystarczy.

Czekanie na pomoc umarło. Umarło bezpowrotnie. Na twoim miejscu może nawet trochę czułbym się tym tytułem oszukany. Bo żeby coś umarło, musiało się wcześniej urodzić. A ja nie jestem jakoś strasznie przekonany, czy w tej sytuacji czekanie na pomoc w ogóle się narodziło.

Ale obiecuję, że napsocę coś jeszcze mocniej i odezwę się do konsultanta o 3 w nocy. Nie ma zmiłuj, jestem wymagający.wyslij-ponownie2

[box type=”info” width=”100%” ]Wpis powstał dzięki współpracy z GetReponse, którego narzędzia używam i testuję na co dzień. Marka nie ma żadnego wpływu na to, o czym dokładnie piszę, jak piszę i kiedy piszę. Zachowuję pełną niezależność i swobodę wyboru w przedstawieniu testowanego przeze mnie produktu.[/box]

photo credit: ohmann alianne via photopin cc

In this article

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
5000
wpDiscuz