Znany już chyba wszystkim wpis pt. „Matki z dziećmi jak krowy na zielonej łące” wywołał w komentarzach ostrą dyskusję. Ale luzik. Większość wypowiedzi nadawała się do zatwierdzenia, a przy okazji posiadacze potomków spłodzili wątki poboczne. Na tyle ciekawe, że postanowiłem wyłowić jeden z nich i okrasić go swoim komentarzem.

Mama Marta (bo tak podpisała się pod komentarzem) stwierdza, co następuje:
„W tym kraju bycie rodzicem jest wystarczająco trudne. Ciągłe szczucie na siebie singli, DINK-sów i rodziców tylko pogłębia kryzys. Proponuję nie jątrzyć, bo a nuż ktoś wróci do pomysłu bykowego! Wszak z jakiej racji nasze maluchy — te nieszczęsne, wszystkim przeszkadzające cielęta — mają w przyszłości pracować na emerytury i zdrowotne świadczenia tych wszystkich, co im wygodniej bez dzieci?!”

Żebyś teraz nerwowym ruchem nie sięgał do Google, od razu wyjaśniam, czym w PRL-u było bykowe. Płacili je kawalerowie po 30 roku życia w ramach dodatkowego, karnego podatku. Taka współczesna danina za to, że miałeś czelność w tym wieku jeszcze nie myśleć o zakładaniu rodziny.

Ale ponieważ problem bezdzietności i krzywej demograficznej urasta do rangi jednego z największych problemów społecznych w naszym kraju, pomysł bykowego powraca. Takie projekty w głowach rządzących pojawiały się już w 2010 r. W wersji poszerzonej o panny rzecz jasna.

Widać jednak, że lekka frustracja pojawia się również u mamusiek i tatusiów, którzy tonem konserwatywnych polityków chcieliby ukarać singli.

Nie będę ukrywał, że należę grupy nieco rozleniwionych kawalerów, którzy na tyle dobrze wychowali sobie otoczenie, że przestali słyszeć „a kiedy?” Jednak będąc absolutnie świadomym czegoś w rodzaju demograficznej Hiroszimy, płacenie karnego podatku wcale nie zachęca mnie do bardziej pożytecznego wykorzystania nasienia. Ani trochę!

Single po 30. to ludzie o ponadprzeciętnych dochodach. Stać ich na to, żeby się utopili w wyższym progu podatkowym. To problemu nie rozwiązuje. Nawet jeśli z ich kieszeni do budżetu wpłyną miliardy na przedszkola, żłobki czy inne świadczenia dla wielodzietnych.

Gdyby zrobić uliczną sondę z pytaniem, dlaczego rodzi się mniej dzieci, większość wskazałaby na brak polityki prorodzinnej i kwestie finansowe. I pewnie tak też jest, ale coraz częściej to kwestia zmiany wzorców i stylu życia. A ze stanem umysłu i zmieniającym się światopoglądem niezwykle ciężko się walczy.

A nawet jeśli, to sami powiedzcie, co by na Was bardziej zadziałało? Pozytywne zachęty, dobry system prorodzinny, czy karny podatek? Mówię oczywiście za siebie, ale pewnie nie jestem osamotniony w poglądzie, że lepiej skutecznie nagradzać, niż nieskutecznie karać.

Zresztą gdybyśmy chcieli być konsekwentni, to tym tokiem myślenia powinniśmy również ukarać niepełnosprawnych, bezdomnych, bezrobotnych. A może też rencistów, emerytów i duchownych? No, to takie grupy społeczne, które najszybciej przyszły mi do głowy, kiedy myślę o społecznej jałowości.

Chciałbym żyć w kraju, w którym szanuje się legalny wybór takiej, a nie innej ścieżki życia. W kraju, w którym ci, którzy chcą mieć dzieci, a nie mogą (np. kwestie zdrowotne) stwarza się większe szanse na sztuczne zapłodnienie. Chciałbym również żyć w kraju, w którym posłowie z taką samą zaciętością walczą o życie nienarodzone, jak i o narodzone. Nie wyobrażam sobie, żeby bezdzietni z wyboru musieli płacić karny podatek, bo nie są przydatni społeczeństwu.

In this article

Join the Conversation

2 comments

  1. RDNoita Odpowiedz

    Prędzej władza zasiliłaby kolejnymi Polakami inne państwa, niż taki podatek by się sprawdził. Każdy ma prawo do wyboru własnej drogi życiowej. Niektórzy marzą o dzieciach, inni nie widzą się w tej roli. (Ciekawe, co byłoby z dawczyniami komórek jajowych i dawcami nasienia. Teoretycznie są rodzicami. Też mieliby płacić podatek?) Też chciałabym żyć w kraju, gdzie „moje życie, to cholera moje życie i nic nikomu do tego”.
    Naszym rządzącym to tylko podatki w głowie, a chyba świadomi nie są, że w rzeczywistości nie sprawdza się ich zwiększanie.

    View Comment
  2. V Odpowiedz

    Nie chce dzieci bo nie. To nie ani państwa ani społeczeństwa sprawa, dlaczego. Masz wątpliwości i jesteś oburzony? To dobrze, masz zatem problem , ja nie mam

    View Comment