Na początek zagadka. Ale relax, bo to jedna z tych łatwych. Ile tygodniowo dostaję zaproszeń do polubienia facebookowych stron i dołączenia do wydarzeń? No jak sądzisz ile? Wiedząc, kim jestem i co robię?

Odpowiedź wrzuć w komentarzach, albo zostaw dla siebie. Ale mogę się z Tobą założyć, że skala problemu nie dotyczy tylko mnie, czy (nazwijmy to po imieniu), ludzi poważanych w swojej dzielnicy.

Ona dotyczy prawie wszystkich. Kiedy nie było narzędzi do masowej komunikacji, ludzie budowali indywidualne relacje. Pan Mietek stojący co sobotę na rynku ze swoimi warzywami nie mógł dotrzeć do klientów przez radio, telewizję czy Facebooka. Ba! Jego nawet nie był stać na ulotki po 3 grosze za druk. Co zatem robił, żeby ludzie kupowali u niego i jeszcze wracali?

Jeśli pamiętasz czasy PRL-u (lub pierwszą dekadę tuż po transformacji), to odpowiedź nasuwa się sama. Budował indywidualne relacje. Znał swoich klientów, a oni jego navigate to this site. Jak to się działo? A bo zawsze rzucił żartem, a bo zapytał, co tam u Pani Helenki, a bo miał zawsze wypielęgnowane na własnym poletku ogórki bez żadnej chemii.

Dziś Pan Mietek ma fan page’a „Ogórki o smaku PRL-u” i może jednym przyciskiem zaprosić masowo ludzi do jego polubienia. Nie zapyta o panią Helenkę, nie rzuci żartem, wszystkich potraktuje jednakowo.

Szczerze? Strasznie tęsknie do tamtych czasów. Bo dostaję takich masowych zaproszeń dużo. Dużo za dużo. I teraz pewnie mi powiesz: ojej, obruszył się wielce szanowny bloger, który ma ochotę być traktowany jak paryska tłuszcza w XVII wieku.

Owszem, mam ochotę, ale na coś innego. Mam ochotę publicznie zapytać, dlaczego ktoś wysyła mi zaproszenie do polubienia fan page’a „Lubię szpilki” (mówiąc śmiertelnie poważnie, może lubię buty, ale nie czuję potrzeby przebierania się za kobietę)? Dlaczego ktoś chce, żebym wziął udział w wydarzeniu „Propozycje imienia dla mojego kota” albo jakiegoś prawdziwego wydarzenia na drugim końcu Polski?

Byle jak, byle komu, byle gdzie? No dobrze, ja rozumiem, że tak jest najprościej, że nie każdy ma pomysł jak inaczej, że nie każdy ma ambicję bycia marketingowcem z prawdziwego zdarzenia. Ale przyznaj tak szczerze i uczciwie: test lustra czy postawienie siebie w takiej sytuacji to nic trudnego.

Przypomnij sobie czasy, kiedy wysyłało się pocztówki. Jeśli dziś chcesz być skuteczny w docieraniu z informacją do ludzi („jeśli”, bo może nie chcesz?), zastanów się, czy zamiast masowego zapraszania na Fejsie, nie mógłbyś wysłać spersonalizowanej wiadomości? Zamiast wyświechtanego „witajcie”, napisz Cześć, Witaj (tutaj imię w deklinacji). Może mnie to nie zainteresować. Trudno. Ale zostawisz po sobie dobre wrażenie i następnym razem trafisz w mój gust, a ja będę pamiętał, że ostatnio naprawdę celowałeś we mnie (albo przynajmniej chciałeś, żeby się tak poczuł, pomimo wysłania identycznej wiadomości do setki osób).

I to wcale nie chodzi o Kamila Newczyńskiego, o blogerów, czy influencerów. Zapytaj swoich znajomych, co by wybrali? Masowe zaproszenia, czy spersonalizowaną wiadomość? Na jaką formę chętniej by zareagowali? Albo zapytaj, co myślą, kiedy widzą setne zaproszenie, w którym na pewno nie wezmą udziału. Na bank nie wezmą udziału! Serio. Bo albo jest 400 km stąd, albo nigdy za żadne skarby nie przyszło im do głowy, żeby żywo zainteresować się azylem Mustela putorius furo w Burundi.

Nie wrzucaj ludzi do jednego wora, albo przynajmniej nie dawaj im pretekstów, by tak się poczuli. Jeśli chcesz być skuteczny („jeśli”!), daj ludziom chociaż jeden powód, by pomyśleli: „wow, to jest coś dla mnie” („dla mnie”, a nie „dla mnie i 5 tys. innych osób”). I już pali licho skuteczność. Po prostu zrażasz w ten sposób innych do siebie.

Jeśli chcesz być skuteczny („jeśli”!), zrób mi różnicę. Albo zgiń. 

In this article

Join the Conversation

2 comments

  1. Artur Odpowiedz

    Mnie również irytują zaproszenia, które mnie nie dotyczą, tak jak te z drugiego końca Polski. Ale są ludzie, którzy udostępniają, lajkują, komentują wszystko jak leci. I wydaję mi się, że to wszystko kierowane jest właśnie do takich ludzi…

    View Comment
    1. Kamil Newczyński

      To muszą mieć dużo czasu, a ja jestem zwolennikiem skutecznego docierania do ludzi 🙂 Jak masz do sprzedania futro z norek, to nie reklamujesz się w serwisie dla nastolatek. Simple as that! 🙂

      View Comment