Jak bolid po torze pokonuję codziennie z prędkością światła setki kilometrów internetu. Docieram niekiedy do tak obrzydliwych bagien, jakich nie wyreżyserowałby nawet twórca Władcy Pierścieni.

Grzęzną tam ludzie, których roboczo nazywam „wszystko źle”. I niech nawet w ich życiu będzie wszystko źle. Ale choćbyś oblał ich zewsząd dobrymi przykładami, soczystymi do granic możliwości poradami, to oni i tak wymyślą ci powód, dlaczego jest im źle. Powód, który w żaden sposób nie wiąże się z nimi. Bo tym powodem jesteś ty i cała reszta świata.

A bo rząd to ZUO!

W tych ludziach płynie PRL-owska krew. Im było najlepiej wtedy, kiedy państwo niańczyło. Można było być leniwym, żyć w kapsule tlenowej, mogło się walić na świecie, ale praca to zawsze była. Zawsze. A teraz? Ktoś ma czelność wymagać od nich samodoskonalenia, nadążania za trendami, technologiami? Matko jedyna! Zostają w tyle, nie dają sobie rady – to wina rządu! Zmieńmy rząd!

No, dobrze. Zmieńmy rząd. Tylko czy ten rząd może zmienić politykę gospodarczą, na której opiera się nasz dobrobyt? Nie. Bo ktokolwiek jest u władzy, musi prowadzić mniej więcej taką samą politykę gospodarczą, która jest regulowana giełdą, Bankiem Światowym, agencjami ratingowymi, inwestorami, kapitałem zagranicznym, UE itd. Innymi słowy: rząd nie może wejść do twojej firmy i nakazać zwiększenia praw pracowniczych albo płacy minimalnej, bo w ten sposób musi liczyć się z odpływem kapitału viagra samples free pfizer.

Za rok minie dokładnie 10 lat mojej kariery zawodowej (nie liczę drobnych prac, czy wyjazdów za ocean na początku studiów). Ani razu nie poczułem, żeby jakiekolwiek wzloty lub upadki były uzależnione od tego, kto i jak rządzi. Wszystko było uzależnione od tego, jak ja rządzę samym sobą i jak w siebie inwestuję.

To (nie) moja wina…

Jasne, komentarze od ludzi „wszystko źle” to często wynik frustracji i desperacji. Ale też niemocy i kompletnego nieudacznictwa życiowego. Poza tym zawsze łatwiej jest napisać i zrzucić winę, niż wziąć coś w swoje ręce. Tyle że liczenie na innych, na rząd, na Bóg jeden raczy wiedzieć jakie jednostki i okoliczności, to stawanie się pacynką w teatrzyku.

Bardzo dużo wymagam zawsze na początku od siebie. Bo wtedy o wiele łatwiej jest mi egzekwować pewne rzeczy od innych, a na dodatek czuję się fair. To co osiągnąłem i kim jestem teraz, zawdzięczam wyłącznie sobie. Sorry za tą perfidną pychę, ale taka jest brutalna prawda – może są 2-3 osoby, które na pewnych etapach mocno się przysłużyły. Ale nigdy nie miałem poczucia, że jak jest źle, to na pewno nie jest to moja wina.

Zresztą 10 lat temu też byłem nikim. Też łaziłem po forach, dodając komentarze o tym, jak mi się coś nie podoba. Ale szybko zrozumiałem, że jeśli oczekuję czegoś lepszego, to sam powinienem to od siebie dać i zamknąć innym usta. Nie komentarzem, ale czynem. Pisałem zresztą o tym we wpisie „Od hejtera do dumnego blogera”.

Ciężkie życie to twój wybór, ale…

Trzeba jakoś z tym żyć, no już tak jest, nie na wszystko mam wpływ, bla, bla, bla. Może nie zawsze, może zbyt często generalizuję, ale to jakie mamy życie jest częściej kwestią wyboru, niż winą wszystkiego, co nas otacza. Jeśli życie to bagno, to podziękuj tylko sobie.

Być może to jest temat na oddzielny wpis o tym, jak planować i inwestować w swoją ścieżkę kariery. Bo często spotykam ludzi, którzy są albo świadomi rozwoju, albo mają potencjał i potrzebują nieco więcej czasu na rozwinięcie skrzydeł. Ale o nich się nie martwię.

Jest za to grupa ludzi, którzy wybrali takie, a nie inne życie. Taką, a nie inną karierę i często ich wybory na pewnych etapach determinują ich szczęście i dobrobyt. A później jak jest źle, to wina rządu i wszystkich dookoła.

Jak ci jest ciężko w życiu, pytasz jak żyć, nie masz pracy – zadaj sobie najpierw pytanie: co Ty zrobiłeś, żeby do takiej sytuacji nie doprowadzić? Ty sam? Czego nie zrobiłeś, że twoje życie to bagno?

Jeśli zrobiłeś absolutnie wszystko, żeby zwiększyć swoje szanse na rynku pracy, podnieść konkurencyjność, zdobyć umiejętności, znaleźć inspiracje, uprawiałeś networking, proszę bardzo, to mój e-mail: kamil@socialtalk.pl. Proszę napisz do mnie, jeśli uważasz, że z Tobą jest wszystko w porządku, a cała reszta się na Ciebie uwzięła i jest ci źle.

Ciężkie życie to twój wybór, ale możesz też wybrać zmiany albo lepszy rozwój. Ja nie szydzę. Piszę to śmiertelnie poważnie. Może nie miałeś szczęścia, może jesteś cholernie uzdolnionym i utalentowanym brylantem i uwiedziesz moją społeczną wrażliwość.

Taka wiesz, luźna wiadomość, zamiast komentarza na forum czy Fejsie, że wszystko źle. Zróbmy coś dobrego, pozytywnego, napiszmy dobrą historię. Zresztą już kiedyś obiecałem, że takie historie przedstawię tu na blogu. Historię ludzi, którzy dzięki mniejszemu lub większemu wsparciu, nie mają dziś powodów, by mówić, że jest im źle. Blog to obietnica sama w sobie, a słowa na nim, to jak postawienie życia na szali. Pierwsza historia wkrótce. Stay tuned 🙂

photo credit: roy costello via photopin cc

In this article

Join the Conversation

2 comments

  1. Łukasz Odpowiedz

    Sama prawda, choć zastanawiam się czy nawet tysiące takich wpisów jak Twój do kogokolwiek dotrą. W tym sensie, że nie wiem czy ta masa ludzi jest reformowalna.

    Ja z każdej strony słyszę o „obudź się Polsko”, „kropkach na butelkach od piwa”, „niezafoliowanych telefonach”, „zdradzie i hańbie”, „Kamilu Stochu na tupolewie”.

    Wolę nawet nie myśleć co jest w tym bagnie, które Ty widziałeś. Ja już tam dawno nie zaglądam, nawet w celach badawczych 🙂

    View Comment
    1. Kamil

      Jeszcze zaglądam właśnie w celach badawczych i ew. inspiracji, ale wolę to tak jak w tym wpisie przekuwać na jakiś pozytyw. Bo mówienie o negacji, albo negowanie negacji to jak sam napisałeś nie dotrą do tych, do których powinny 🙂

      View Comment