Wsiadam do pociągu, znajduję miejsce przydzielone na bilecie, rozkładam laptopa. Po chwili do przedziału wjeżdża młoda parka z kubełkiem KFC.

Zaczynają jeść udka w moim towarzystwie. Zapach się roznosi i gdybym miał odrobinę więcej odwagi, wyjebałbym to siłą przez okno. I nie dlatego, że jestem przeciwny jedzeniu typu fast food. Sam sporadycznie wbijam do takich miejsc. Ale dlaczego, na motylą nogę, masz kastrować moje nozdrza intensywnym zapachem udek i skrzydełek przez kilka godzin wspólnej jazdy? Nawet gdyby walizki były ludźmi, popełniłyby samobójstwo.

To samo z kebabami i budkowymi przekąskami, z którymi ludzie wsiadają do tramwaju i autobusu. Obnażają się z tym jedzeniem, jak przydrożna dziwka przed klientem. Nie widzą w tym nic złego, że ktoś inny oberwie sosem albo zapachem. Niby to tylko woń, ale czasami mam odczucie, jakby mnie ktoś tym obrzygał.

Naprawdę, nie mam nic przeciwko, jeśli ktoś się urodził w warszawskim zoo i nie zna podstawowych zasad ludzkiej kultury. Tylko w takim razie niech tam pozostanie, albo zmieni klatki w innym kraju, bo nie nadaje się do współżycia publicznego.

Jeśli chcesz uprawiać sepuku dla organu powonienia, zrób to tam, gdzie robią to inni. Jak jedna wielka rodzina, wszyscy w tym samych zapachach – nikomu nie będzie przeszkadzać. Dopóki w Polsce nie wymyślą przedziałów albo pomieszczeń w autobusach dla pożeraczy fast foodów, wypadałoby zrozumieć tę banalną zasadę. Transport publiczny to nie własny samochód. To nie dark room w zamkniętym klubie, gdzie możesz robić cokolwiek z kimkolwiek.

Takim ludziom wypadałoby zrobić zdjęcie i wrzucić do encyklopedii w dziale: drgawki, wymioty i paraliż.

Nigdy nie miałem nic przeciwko jedzeniu w pociągu. Zawsze jednak dbałem, by nie było to nic o intensywnym zapachu. Nie wrzucałem do kanapek cebuli, czosnku, czy ryby. A co dopiero zabierać skrzydełka KFC albo burgery z Mc Donald’s? Czy to tak trudno zrozumieć, że nie każdy będzie chciał dzielić twoje dziwkarstwo w stylu fast food?

photo credit: P!XELTREE via photopin cc

In this article

Dodaj komentarz

13 komentarzy do "Fast foodowe dziwki"

Powiadom o
5000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Gość

Trochę przeginasz moim zdaniem z tym zapachem. Dla jednego mocno pachnie kebab, dla niektórych nawet marchewka czy snickers ma za silną woń. Ja w ogóle bym zakazał jedzenia w PKP – lub umożliwił to tylko w WARS-ach.

View Comment
Gość

Zapach zapachem, ale mnie samo oglądanie ludzi jedzących burgera czy inna pitę (w których zawsze jest przerost treści w stosunku do formy ciasta czy buły) przyprawia o mdłości. Dziamdzianie, ciapanie i łapanie w locie czmychającej cebuli, czy ogórka jest widokiem mało apetycznym, a jeszcze ten sos wyłażący szlag wie którą dziurą. -.- Z fast foodów przenośnych uznaję ewentualnie frytki smażone w ŚWIEŻYM oleju 😉
Swoją drogą gdyby do przedziału weszła stateczna pani i nagle wyciągnęła kanapkę z gotowanym jajcem to chyba wolałabym tego JFKeja w kubełku :P.

View Comment
Gość

Wbić do przedziału z kubełkiem KFC to całkowity brak kultury. U mnie w okolicy, w niemal każdym autobusie/tramwaju znajdzie się jakiś dresik z kebabem w dłoni, i z tego się oczywiście sypie. Potem podłoga upstrzona jest surówką i sosem, czasem również poleci coś na siedzenie. Sos czosnkowy podwójny, te wyziewy… Dla mnie jedzenie jest czynnością w pewnym stopniu intymną i staram się mu zawsze nadać (chociaż w minimalnym stopniu) odpowiednią oprawę.

View Comment
Gość

Nie przepadam za jedzeniem aromatycznych potraw przez innych ludzi w miejscach publicznych, szczególnie jak sama jestem głodna. Bardzo rzadko też jem w takich miejscach, a jeśli mi się zdarzy to robię to ukradkiem, nie rzucając się w oczy, nos czy inne zmysły.
Ostatnio jednak bardziej boli mnie „aromat” roztaczany przez bezdomnych bardzo często jeżdżących u nas komunikacją. Nie wiem czy to ja wybieram złe autobusy/tramwaje, ale bardzo rzadko się zdarza, żebym w spokoju dojechała do celu. Zawsze wsiądzie Pan Śmierdzący lub Pani Cuchnąca i psują błogi nastrój towarzyszący podróżowaniu 🙁

View Comment
Gość

Jedzenie to jest jedna sprawa. A potem bardzo często nawet kosza się nie chce szukać, tylko buch puste opakowania w krzaki. Niech się dzieci uczą na przykładzie, jak długo się rozkładają plastiki.

Byłem w tym roku w Libercu i droga na Jested, pobliski szczyt, była usłana opakowaniami po Maku i innych FF.

Nie żebym jakoś specjalnie cisnął na Maka, ale bawi mnie jeszcze używanie przez nich w reklamie sformułowania „restauracja”. No, ale jaka restauracja, tacy goście.

View Comment
Gość

Oni zwykle jeżdżą na krótkich trasach, bez biletu. Nie ma nawet sensu ich wywalać, bo smród zostaje na dłużej. Jedynym wyjściem byłoby chyba ich przymusowe mycie raz w tygodniu.

View Comment
Gość

Ja nawet w pracy pilnuję się, żeby nie jeść intensywnie pachnących rzeczy…

View Comment
Gość

Jakoś jedzenie czy to w przedziale czy to kurde w samym fast food-owym barze jest dla mnie osobiście czymś krępującym. Jedzenie to chyba jedna z paru bardzo intymnych czynności w życiu człowieka.

P.s. ale przyznaję się bez bicia mam jedną wpadkę że w leciala z kubełkiem KFC do przedziału i zjadłam dwa elementy fast dziwkarstwa, bo nie jadłam cały dzień a o 18 juz mi się zgłodniało. Cóż każdy z nas ma coś z dziwki- taki to nasz los.

View Comment
Gość

Dziś w zatłoczonym autobusie MZK jakaś babka tak po prostu jadła bagietkę. Czosnkową. To ja już chyba wolałabym wąchać kubełek z KFC…

View Comment
wpDiscuz