Miesięczne Archiwum: Listopad 2013

Takim ludziom wypadałoby byłoby zrobić zdjęcie i wrzucić do encyklopedii w dziale: drgawki, wymioty i paraliż.
Przez ostatni tydzień wyrosła mi na czole ogromna żyła. Jestem potężnie wkurwiony i nie mam zamiaru ukrywać tych emocji. Sytuacja jest jednak na tyle złożona i rozwojowa, że strzelanie z bicza nie rozwiąże mojego problemu. Opowiadam więc tę historię...
Niedawno pisałem o tym, że relacje międzyludzkie mogą być najlepszą inwestycją w życiu. A teraz garść porad, jak z owoców swojego życia zrobić marmoladę. Zaczynamy?
Odkrywanie tych blogów jest jak seks na pierwszej randce - ogromną niespodzianką. Czynnością niezwykle intrygującą, podniecającą, z potężnym głodem na więcej.
Tak, tak, ja też uważam, że nie ma nic za darmo, a gratis to tylko pozorna korzyść, którą marki wytwarzają w naszych głowach. Tu akurat dostajesz zupełnie za friko coś, za co normalnie musiałbyś zapłacić. Nie ma żadnych "ale", nie chodzi o 14-dniowe okresy testowa czy tzw. piaskownice.
Wycieczki obcokrajowców przed Grobem Nieznanego Żołnierza to warszawska codzienność, więc widok Azjaty nikogo nie rusza. Ale dziś w telewizji zobaczyłem coś, czego na blogu bez komentarza zostawić nie mogę. Ważny szczegół, który duże portale mainstreamowe skwitowały milczeniem.
Mrówcza praca z dnia na dzień jest jak narkoza. Potrafi uśpić kreatywność, czujność i w ostateczności pozbawić kontaktu z rzeczywistością. W co zatem inwestować, by nie doznać zawału serca?
Co może niszowy bloger? Może pierdnąć. Raz ciszej, raz głośniej, ale zawsze skutecznie. Efekty? Olśniewające, nawet przy niezbyt miłym zapachu.
Parę razy w roku przychodzi taki moment, że otwieram szafę w towarzystwie szyderczej autorefleksji: Kamil, ty naprawdę to kiedyś kupiłeś?
Nigdy czegoś takiego nie widziałem, nawet nie słyszałem. Ale ponoć są. Plakaty, które same się drukują i rozwieszają. Bez pomocy narzędzi i ludzkich sił. Niebywałe!

Kolekcjoner wyrafinowanych doznań, urodzony wrażliwiec, twórczy buntownik z powołania. Łamanie konwencji, bezkompromisowy, frywolny przekaz to moje największe narkotyki. Lubię się intelektualnie spocić, kocham stand-up i wyborne alkohole. Piszę tu, bo lubię, bo świat budzi we mnie potrzebę niepoprawności. Moja definicja szczęścia to sprostanie swojej wyobraźni. Jeśli twoje życie wypełnia ocean złudzeń i grzecznych schematów, to niestety nic tu dla siebie nie znajdziesz.

Bez tych wpisów dalej się nie ruszaj