W poszukiwaniu refleksji nad życiem zajrzałem ostatnio do listy kontaktów w moim smartfonie. Z przerażeniem stwierdziłem, że 90 proc. mogę natychmiast potraktować jak pustą butelkę po Coli.

Bo tak. Bo kiedyś mnie coś z nimi łączyło, a dziś nawet raz na rok nie sprawdzą, czy przypadkiem nie kopnąłem w kalendarz.

I wcale nie piję do znajomych, którzy są biernymi konsumentami moich facebookowych wypocin. Bo im ten powierzchowny kontakt na razie wystarcza.

Gorzej jest z tymi, którzy z dobrą dekadę temu coś dla mnie znaczyli, a ja dla nich. I kontakt się nagle urwał. Dawno temu.

Co się do cholery stało, że dziś prędzej pamiętają, gdzie ostatnio Alicia Keys świeciła majtkami na koncercie, niż to, kiedy ostatnim razem wspominaliśmy przy piwie dobre, stare czasy?

Rodzi się jakiś kolejny typ nowotworu, który zżera prawdziwe relacje międzyludzkie. Kiedy wpadam do Warszawy, ciężko się z kimś spotkać. Bo praca (czytaj: pracoholizm), bo to, bo siamto. Po prostu wariackie papiery.

Ludzie się coraz częściej i szybciej rozwodzą. Związki i relacje coraz bardziej powierzchowne i krótkie. W powietrzu wisi ewidentny kryzys relacji.

Żeby się kiedyś z kimś umówić, to dzwoniło się na telefon stacjonarny. Wtedy jeszcze nie było identyfikacji numeru dzwoniącego, więc zawsze odbierałeś. Bo nawet jak chciałeś to mieć tylko w danej chwili w dupie, to później nie wiedziałeś, do kogo oddzwonić. A jak dziś nie odbierasz komórki, to od razu wiadomo, że masz na kogoś totalny zlew.

Niekiedy dziwię się sam sobie, ile w mojej liberalnej filozofii życia potrafi się nagromadzić różnej maści konserwatyzmu. Jakiegoś manifestu, tęsknoty za tym, żeby stał na moim biurku tarczowy telefon. Żeby znów zadzwonił Rafał i wyciągnął mnie na siatkę, albo żeby Ewa wcisnęła stary przycisk domofonu i wypaliła: „Kamil, idziemy na wieczorny spacer?”

I wtedy to całe popołudnia i wieczory spędzało się z ludźmi, przy ludziach, na ludziach i w ludziach. We wszelkich możliwych kombinacjach. Czułeś, jakbyś mieszkał w ich życiu. Albo w jakiejś jego części. Jak kogoś potrącił samochód, to całe osiedle od razu wiedziało. A dziś niektórzy by się z tydzień na pogrzeb spóźnili.

Pamiętam bardzo dobrze mój pierwszy pobyt za oceanem u znajomej Amerykanki. To było w 2002 roku. Od tamtej pory się z nią nie widziałem, ale przynajmniej kilka razy w roku wysyła mi e-mail, w którym opowiada o wydarzeniach z jej życia. Jednocześnie prosi mnie o to samo.

Zawsze czuję, że to jest taka prawdziwa, wewnętrzna potrzeba zachowania choćby namiastki kontaktu. I to płynie od osoby, mieszkającej kilka tysięcy kilometrów stąd. A ludzie, którzy są na drugim końcu Polski, albo tego samego miasta, nawet nie zadzwonią.

Jak to się dzieje, że im mniej cię z kimś łączy, im dalej od tej osoby jesteś, tym bardziej ona chce wiedzieć, co się dzieje w twoim życiu?

photo credit: Johan Larsson via photopin cc

In this article

Join the Conversation

9 comments

  1. Walkiria Odpowiedz

    Ja tak właśnie zrobiłam. Około rok temu. Wykasowałam z pamięci telefonu jakieś 70% numerów.
    I nawet wypowiedziałam bardzo podobne słowa do tych, które napisałeś w poście. „Kiedyśbliskąkoleżankę” zapytałam wprost, czy nie zastanowiło ją, czy czasem nie umarłam. Bo jakiś rok się nie odzywałam pierwsza.
    Ona się odezwała, bo czegoś ode mnie potrzebowała.
    Prawda jest taka, że nie potrzebujemy tłumu ludzi wokół siebie. Ja kiedyś potrzebowałam tylko jednego i nie znalazłam go wśród „bliskich”. Smutne, ale prawdziwe.
    Ale pocieszające jest, że ilość przeszła w tym wypadku w jakość.

    View Comment
    1. Kamil | SocialTalk.pl

      Absolutnie się zgadzam. Dlatego ja uważam, że warto się dziś skupić na jednostce, na pełnych, głębokich relacjach. Tłum jest zbędny.

      View Comment
  2. Maja F. Odpowiedz

    Na skutek tej samej refleksji wycofałam się z twarzoksiążki. FB jest szczytowym osiągnięciem płycizny relacji. Wszystko na FB jest PSEUDO – znajomi, lajkowanie, ilość degradująca jakość.

    View Comment
    1. Kamil | SocialTalk.pl

      @Maju, tak, Facebook ma w tym wszystkim swój udział. Jesteśmy niewolnikami nowej generacji. Gdyby tylko Facebook nie był moim miejscem pracy, na pewno bym go rzucił.

      View Comment
  3. Kasia Odpowiedz

    Przeczytałam i komentuje,bo ostatnio rozmawiałam na ten temat z moim tatą,który ma sześcioro rodzeństwa i w jego domu rodzinnym zawsze ktoś był,albo znajomy przychodził ot tak-porozmawiać, zapytać o zdrowie,czasem wspólnie pożartować.
    Nauka i technika nas rozwijają,ale nie w relacjach społecznych. Bo prawda jest taka,że wolimy polubić zdjęcie niż organizować jakieś ogniska czy coś. Szczególnie,że dużo ”znajomych”akceptujemy kojarząc ich tylko ”z widzenia”.
    Dodam jeszcze,że strasznie nie lubię na ten temat narzekać,bo zdaję sobie sprawę z tego,że jak każdy kij ma dwa końce,tak i kontakt mogę sama nawiązać.Tylko nie zawsze mi na tym zależy.
    Z pozdrowieniami dla autora artykułu 😉

    View Comment
    1. Kamil | SocialTalk.pl

      Cześć Kasiu,

      dzięki za komentarz. Masz rację, gdzieś mocno rozwinęła się ta powierzchowność kontaktu, która jest wygodna. Nie to co prawdziwe spotkania w realu. Ale myślę, że każda moda powraca i hipsteryzm kiedyś będzie naprawdę górą 🙂

      View Comment
  4. m_magda Odpowiedz

    Mamy potrzebę odkrywania i poznawania nowych rzeczy..ludzi..
    Czytając ten tekst od razu nasuwa mi się na myśl moja przyjaźń.. już trwa 5 lat o ile się nie mylę 🙂 przebywając w kraju zaledwie 10 km od siebie ciężko się spotkać..pogadać.. ale gdy odległość się zwiększa o dobre setki kilometrów kontakt również …chcemy być na bieżąco z tym co dzieje się w życiu naszej przyjaciółki bądź przyjaciela 🙂
    „ilość przeszła w jakoś” właściwie nigdy nie lubiłam tłumu wokół mojej osoby.. przykro robi się na myśl tych wszystkich ludzi, którzy żyją tylko portalami społecznościowymi..
    podsumowując..dziś mogę zrobić „trik-klik” żegnajcie znajomi z którymi nie utrzymuje kontaktu..

    View Comment
  5. Marcin Odpowiedz

    Czasem jak tak patrzę na tą listę kontaktów w swoim telefonie to zastanawiam się co by napisać do tych ludzi, ale okazuje się, że nie ma co. Większość z nich nie łączy mnie zbyt wiele, bo nie zbudowaliśmy jakiejś trwalszej relacji. Nie ma po prostu na to czasu, żeby pielęgnować np te 300-600 znajomości które mamy na FB, jest to niemożliwe.

    Tylko małe grono znajomych w telefonie, czy fb to osoby do których nawet po dłuższym czasie mogę napisać i są to właśnie osoby z którymi łączą mnie jakieś osobiste historie i przeżycia. Można do nich napisać, spotkać i pogadać jak z dobrym kumplem. Mimo, że rzadko się widzimy, to nadal są.

    View Comment
  6. Edyta Odpowiedz

    Ja napisze z doswiadczenia „na obczyznie”. Przyjaciolki obiecywaly ksiazki slac, gazety, wszystko, zeby mi bylo tylko lepiej. Obiecywaly gory zlote. A po miesiacu to nawet na sms-a nie odpisywaly, o mailu nie wspomne. Tak z pol roku, jak bylam w odwiedzinach to zawsze czasu nie mialy wtedy, zapracowane byly. Wszytsko sie wtedy dzialo. Po roku mialam obraz kto jest kim. Kto prawdziwy przyjacie, a kto podroba. Z kim mozna konie krasc, a kto smieszny jest po prostu. Wykasowalam 90% telefonow, na poczatku tych, z ktorymi probowalam nawiazac kontakt, ale mnie olaly. Oj bolalo. Pozbieralam sie. I najlepsze jest to, ze do tej pory nie wiem czym zawinilam, na pytania przypadkowych osob, co slychac u tej i tamtej odpowiadam, jej zapytaj, ja nie wiem i to nie, bo mi zobojetnialo, ale jej. Nawet moj biedny maz patrzy krytycznie na mnie kiedy mu oglaszam po poznaniu nowej osoby, ze mam ja w d….. a opowiadam mu o jakiejs nieznanej z internetu jakbym widywala ja na codzien. Bo wlasnie ta nieznajoma ma czas napisac maila, zapytac co slachyc od czasu do czasu, ale to i tak czesciej niz ta co obiecywala gory zlote. Nie umiem odpowiedziec na to pytanie co sie zmienilo, po prostu nie umiem. Mieszkam w Szwajcarii i dziwnym trafem jestem okreslama mianem osoby nieskomplikowanej, czyli mozna wpasc kiedy sie chce, dostac cos do jedzenia. Nigdy nie jest nam niewygodnie kiedy nas ktos odwiedza. Myslalam, ze to normalne, ale okazalo sie, ze nie, ze oni sa zamknietym spoleczenstwem i kochaja miec ustalony termin, jak najmniej spontanicznosci. Maja zamkniete grono znajomych, ale je pielegnuja, jak chca to znajda zawsze czas. Moj maz uwaza komorke jako zlo konieczne, co prawda mailem sie umawia z przyjacielem, portal spolecznosciowy to uzywa przy wielkiej nudzie na wakacjach. A jednak jego przyjaznie trwaja !!! Nie wiem czy to pokolenie, czy to kultura. Nie wiem sama, bo to problem zlozony, ale coraz mniej wlasnie prostej spontanicznosci wyjdzmy oo prostu na spacer.
    Pozdrawiam Edyta

    View Comment