Miesięczne Archiwum: Lipiec 2013

Ten wpis dedykuję głównie internetowym twórcom. Ludziom, którzy często potrzebują do swojej pracy zasobów fotograficznych i muzycznych na wolnych licencjach. Jeśli masz to wszystko w jednym paluszku, to szkoda twojego czasu.
Chciałbym to mieć za sobą. Powiedz, jak bardzo mi zazdrościsz? Jak bardzo doskwiera ci złość, że coś mi się udało?
Mógłbym popełnić wpis w stylu "10 najgłupszych komentarzy na blogach", ale jeszcze zaczekam. Czuję w kościach, że urodzi się coś fenomenalnego, o czym świat powinien się dowiedzieć. Ale na poczekaniu garść refleksji o jednym typie komentarzy, które wyjątkowo podnoszą mi ciśnienie.
Nie będę ukrywał, że motywację do tego wpisu naładowałem dzięki komentarzom pod moimi statusami na Facebooku. Bo może jawię się na antyklerykała, ale w gruncie rzeczy jestem wierzący i z tzw. przeszłością w Kościele. Stąd niektórym może wydać się...
Nie, nie, nie trzeba mnie przekonywać, że ubój rytualny jest okrutny. Nie chcę tym wpisem ściągać na siebie argumentów obrońców praw zwierząt, bo ja je rozumiem. Mój radykalizm i wrażliwość mają się wyjątkowo dobrze. Na tyle dobrze, że nakazują mi dziś zapytać o coś jeszcze.
Przy okazji ostatniej dyskusji w sieci na temat metod walki z hejterstwem, dopadło mnie jedno pytanie. Czy oprócz zeszłorocznego wpisu pt.: Wszyscy jesteśmy hejterami, mogę dziś wrzucić do tematu od siebie coś więcej? Coś nowego, pozytywnego, inspirującego? I wtem: ding, dong! Przecież to ja mogę być świetną historią. Ale poczekaj, nie odchodź. Nie będzie karmienia mojego ego.
Nienawidzę recenzji w stylu "first impression" lub "unboxing". Śmierć blogaskom, gdzie powstają taśmowe, suche opisy, w 90 proc. powielające to, co jest na stronie producenta lub dystrybutora. Mnie interesują szczegóły, niuanse i przede wszystkim efekty stosowania. Nie po jednym, czy dwóch dniach. Moja filozofia recenzji jest zgoła odmienna
"Nie umie przegrywać z klasą", "Nie po raz pierwszy nie potrafi się zachować". Internetowi ekspierdzi od gry w tenisa pod ogromną presją i o najwyższą stawkę udowodnili, że uwielbiają być oszukiwani. Jak zresztą większość społeczeństwa. My wręcz kochamy być robieni w bambuko
W poszukiwaniu refleksji nad życiem zajrzałem ostatnio do listy kontaktów w moim smartfonie. Z przerażeniem stwierdziłem, że 90 proc. mogę natychmiast potraktować jak pustą butelkę po Coli.

Kolekcjoner wyrafinowanych doznań, urodzony wrażliwiec, twórczy buntownik z powołania. Łamanie konwencji, bezkompromisowy, frywolny przekaz to moje największe narkotyki. Lubię się intelektualnie spocić, kocham stand-up i wyborne alkohole. Piszę tu, bo lubię, bo świat budzi we mnie potrzebę niepoprawności. Moja definicja szczęścia to sprostanie swojej wyobraźni. Jeśli twoje życie wypełnia ocean złudzeń i grzecznych schematów, to niestety nic tu dla siebie nie znajdziesz.

Bez tych wpisów dalej się nie ruszaj