Comment on Zakupy ciuchów w sieci? Nie, dziękuję by Walkiria.

Nie kupuję w necie ani ciuchów ani butów. ZAWSZE przed kupnem mierzę i patrzę uważnie, czy mnie zakup nie skrzywdzi 😉
A odnośnie pytania dlaczego właśnie nietrafione zakupy ciuchów tak „bolą” mam prywatną teorię.
Traktujemy tę sprawę personalnie, patrzymy w lustro i widzimy, że TEN ciuch sprawia, że MY wyglądamy niekorzystnie. Ale może to tylko ja tak mam? Dopuszczam taką ewentualność.

Recent Comments by Walkiria

Ona już nie zadzwoni
Ja tak właśnie zrobiłam. Około rok temu. Wykasowałam z pamięci telefonu jakieś 70% numerów.
I nawet wypowiedziałam bardzo podobne słowa do tych, które napisałeś w poście. „Kiedyśbliskąkoleżankę” zapytałam wprost, czy nie zastanowiło ją, czy czasem nie umarłam. Bo jakiś rok się nie odzywałam pierwsza.
Ona się odezwała, bo czegoś ode mnie potrzebowała.
Prawda jest taka, że nie potrzebujemy tłumu ludzi wokół siebie. Ja kiedyś potrzebowałam tylko jednego i nie znalazłam go wśród „bliskich”. Smutne, ale prawdziwe.
Ale pocieszające jest, że ilość przeszła w tym wypadku w jakość.


Jak dla geja, to nie kupisz?
Bardzo nie lubię „metkowania”.
Niekobiece, niemęskie – dla mnie to słowa jednoznacznie deprecjonujące. Posiadające jednoznacznie negatywny wydźwięk. Jakby ktokolwiek miał patent na to, co jest męskie, kobiece, gejowskie, lesbijskie.
Męskość i kobiecość to nie ciuchy. Dla mnie to wnętrze.
Można być bardzo męskim pomimo różowego sweterka w serek i „miękką frytą” w glanach i skórze na plecach. Tak samo jak bojówki i koszula nie odbierają kobiecie jej kobiecości.
Reszta to stereotypy. Ramki, w które ja nie daję się wepchnąć.
Kamilu – „silny, heteroseksualny mężczyzna”? To jakiś nowy gatunek? 😛 Zabrzmiało trochę jak z „Walki o ogień” 😉
P.S. Moim skromnym zdaniem w opisanej scence rodzajowej Pan został wykastrowany. Przez partnerkę, ale i sam dokonał autokastracji potulnie kuląc uszy. Pewnie ani ona, ani on nie zdają sobie sprawy, jak bardzo „niemęskie” było to jego zachowanie. Pomimo „heteroseksualnych” szortów. 🙂


Marzenia to najlepszy przyjaciel nieudaczników
One się nazywały pele-mele. Te zeszyty. 🙂 Nazwa adekwatna do zawartości 😉
Zgadzam się absolutnie. Wbrew (jak mniemam) pierwotnemu założeniu, iż marzenia mają być „wiatrem w żagle” dla wielu ludzi stają się nierealną mrzonką, betonowymi bucikami trzymającymi w miejscu.
Moim zdaniem marzenie samo w sobie powinno być iskrą rozpoczynającą proces REALIZACJI. A że nie zawsze się udaje? Bywa i tak, ale dopóki nie spróbujemy, to się nie dowiemy.
Wiara w marzenia (w wersji samospełniającej się) podobnie jak wiara w cuda w pewnym momencie mojego życia (niestety niekrótkim) załatwiła mnie „na cacy”. Nie polecam, sama już nie ulegam.
Za to gdy marzenie staje się celem… To już inna bajka. Veni, vidi, vici. 🙂
P.S. A za stosunek do Coelho masz u mnie tuzin „Corny”.


Kochanie siebie to nie narcyzm
„Naj­więcej cza­su i nerwów kradną mi ludzie, których życie jest nudne i mar­nują czas na nieudolne próby bar­wienie mo­jego. Ale zupełnie niepot­rzeb­nie. Bo ja mam już bar­dzo szczęśli­we, za­jebis­te, ko­loro­we życie. Mo­że pora, by ci, co uznają mnie za niesympatycznego, wzięli kredki do ręki i pomalowali swoją szarość?”

I to właśnie dla większości „onych” jest nie do zniesienia. Dlatego muszą nas ometkować, zweryfikować negatywnie. Bo jak tu żyć na TAKIM tle?
Świetny tekst.