Jest niedzielny wieczór. Jadę tramwajem wypchanym głównie przez słoiki wracające do miasta i grupy kibiców Kolejorza.

Na jednym z przystanków wsiada matka z dwójką małych dzieci. Obok siedzi dwóch młodzieńców. I to jeszcze na miejscu przeznaczonym dla matki z dzieckiem. Żaden nie ma ochoty ustąpić miejsca. Myślę sobie: znów trzeba uczyć innych myślenia.

– Ta kobieta bardziej potrzebuje tego miejsca niż wy. Zechcielibyście jej ustąpić siedzenia – rzucam w ich stronę.

Wymowne spojrzenie i cisza.

– Siedzicie na miejscu dla matki z dzieckiem. Jeśli jest ono wam tak samo albo bardziej potrzebne, powiedzcie, kto w waszej relacji jest matką, a kto dzieckiem?

Jak grochem o ścianę.

Po chwili jeden z kibiców w niebieskich barwach, o posturze Pudziana wypala tekst do opornych młodzieńców:

– Kolega prosił po dobroci. A ja wam mówię: rusz tę dupę, bo jak nie, to wam tak przypier…, że to do rana będziecie chodzić do tyłu i śpiewać kolędy.

Perspektywa niezbyt komfortowa, więc panowie szybko przeszli w inną stronę tramwaju. Matce co prawda głupio było już po takiej akcji zająć to miejsce, więc jechała dalej na stojąco.

Morał? Współczesna znieczulica społeczna wymaga skutecznej terapii szokowej. Trafia nie tylko do najbardziej opornych na wszelkie przejawy zdrowego pożycia społecznego, ale też na obserwatorów. A to ważne, bo w innych ludziach w ten sposób buduje się świadomość, że nie ma przyzwolenia społecznego na takie zachowanie.

Obojętność to jedna z najgorsza rzeczy, jaką można w sobie pielęgnować. Oczywiście, większość społeczeństwa to bierni obserwatorzy i to się szybko nie zmieni. Ale jak to ktoś kiedyś ładnie ujął: ” You are not going to change the world by being like everyone else”.

In this article

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
5000
wpDiscuz