Miesięczne Archiwum: Listopad 2012

Wszyscy się sprzedaliśmy. Bez wyjątku. Garść przemyśleń o sprzedajnych blogerach.
Taka niepozorna czekolada, którą lubię. Naprawdę.
Na pewno znasz takie miejsca w sieci, gdzie dostajesz skondensowaną dawkę praktycznych porad. Ale u mnie tak łatwo nie ma. Bo ja idę na przekór. Podpowiem Ci od czasu do czasu, jak utrudnić sobie życie. Będziesz miał gorzej i zawsze pod górkę. Gotowy?
Być może na innych blogach i fan page'ach musicie nadal się domyślać, co autor spłodził niezależnie, a co jest inspiracją pijaru. Tu panują inne zasady.
Krótka historia o tym, jak skutecznie ruszyć 4 litery.
Temat znany i wałkowany od miesięcy. Niczym wenezuelskie bzdury w telewizji. Ciągną się niemiłosiernie i nie wiesz, czy się śmiać, czy płakać.
Doszedłem do wniosku, że zbyt rzadko chwalę się swoimi osiągnięciami.
Gwałt? Kobieto, spokojnie. Na tym można jeszcze zarobić. To nic strasznego.
Facebook to nie automat do kawy. O błędnym sposobie myślenia, które nie powinno mieć miejsca.
Dziecko mi się zbuntowało i długo tłumaczyłem, że to nie jest najlepsze rozwiązanie. Dajcie mi proszę znać, jak się teraz miewa.
Po co nam, żyjącym, tony marmuru? Po co te bezmyślne pochody wtedy, kiedy robią to wszyscy inni? Po co nam cmentarna, żałosna szopka?

Kolekcjoner wyrafinowanych doznań, urodzony wrażliwiec, twórczy buntownik z powołania. Łamanie konwencji, bezkompromisowy, frywolny przekaz to moje największe narkotyki. Lubię się intelektualnie spocić, kocham stand-up i wyborne alkohole. Piszę tu, bo lubię, bo świat budzi we mnie potrzebę niepoprawności. Moja definicja szczęścia to sprostanie swojej wyobraźni. Jeśli twoje życie wypełnia ocean złudzeń i grzecznych schematów, to niestety nic tu dla siebie nie znajdziesz.

Bez tych wpisów dalej się nie ruszaj