Testuję sobie od dłuższego czasu różne narzędzia do monitoringu sieci. Obecnie pod lupą jest Newspoint, ale na podsumowania i oceny poszczególnych rozwiązań przyjdzie jeszcze czas.

Ten wpis to raczej próba zwrócenia uwagi na coś, co w przyszłości dla firm i marek może stać się problemem, a dla twórców narzędzi do monitoringu wyzwaniem. A już na pewno niszą do zagospodarowania.

Ale do rzeczy. Obecne narzędzia do monitoringu sieci (jak np. Brand24 czy Newspoint) bazują jedynie na zwykłym tekście. Czyli to, co da się opisać słowem i jest zaindeksowane przez wyszukiwarki, nie powinno być także zignorowane przez te produkty.

Nie wiadomo, o czym mówią w filmach

Największy problem zaczyna się przy materiałach wideo. Oczywiście, jeśli tytuł, opis lub komentarz pod nim zawiera interesujące nas słowa, to jesteśmy w stanie łatwo do niego dotrzeć. Ale nie zawsze tak jest. I świetnie to widać chociażby u vlogerów, którzy cały czas rosną w siłę.

Tytuły ich filmów nie zawsze w pełni odpowiadają temu, o czym w nich mówią. Amatorskie filmiki nie mają często opisów lub są one niepełne. A sprawę wcale nie ułatwia też ostatnia zmiana na YouTubie. Serwis ukrył do publicznej wiadomości tagi, którymi do tej pory twórcy mogli oznaczać swoje materiały.

Ale żeby jeszcze lepiej zobrazować ten problem, posłużę się konkretnym przykładem. Vlogerki w kategorii good look publikują często filmy, którym nadają tytuł „Ulubieńcy miesiąca”. Chodzi oczywiście o produkty, które w danym miesiącu zdobyły ich największe uznanie. Tylko ani w tytule, ani w opisie nie zawsze wymieniają nazwy konkretnych marek. Padają one tylko z ich ust w trakcie filmu. A tego narzędzia do monitoringu w sieci nie są w stanie wyłapać.

Firmy i marki kosmetyczne muszą więc odłuchać z uwagą film od pierwszej do ostatniej sekundy. Jeśli jakoś uda im się wcześniej to znaleźć.

Ktoś zaraz powie, że przecież największe brandy stać na hordy specjalistów, którzy będą subskrybować najbardziej wpływowe vlogerki i bacznie słuchać tego, o czym mówią. Bez względu na to, czy Brand24 lub Newspoint wyrzucą im w raportach konkretny wynik na daną frazę.

Ale takie rozwiązania mają z założenia automatyzować proces wyszukiwania i znacząco skracać czas dotarcia, przy jednoczesnej analizie i wartościowaniu wydźwięku (negatyw, pozytyw etc.). W przypadku wideo, o ile tytuł i opis tego nie zdradzają, szans na wychwycenie chociażby kontekstu nie ma wcale.

O pewnych niedoskonałościach świadczy również fakt, że o ile są w stanie wyłapać szybko rosnące trendy dla danej frazy, to mają niekiedy problemy z przypisaniem do nich konkretnego wydarzenia, artykułu, etc. Inny słowy, nie są w stanie wytłumaczyć, skąd nagłe, skokowe wzrosty popularności dla danego słowa.

Wracając do wideo, najlepszym rozwiązaniem byłby filtr, który „rozumie” to, co mówią osoby w filmach. Futurystyka, odległa przyszłość? Niekoniecznie. I niech najlepszym dowodem będą filtry, w których posiadaniu jest YouTube. Potrafią one przeskanować każdy materiał w poszukiwaniu konkretnych utworów (i to już w momencie jego przesyłania na serwery!), przypasować je do wykonawcy za pomocą tzw. content ID i zablokować materiał lub przekazać zarobki w tym filmie na korzyść właściciela utworu, a nie autora materiału z bezprawnie użytą ścieżką dźwiękową.

Zresztą podobny mechanizm wykorzystują takie aplikacje jak chociażby Shazza, dzięki którym możemy rozpoznać utwór i wykonawcę piosenki wyłącznie po jej melodii.

Gdyby dziś udało się taki filtr zastosować w monitoringu wideo, wspomniane narzędzia sporo by zyskały. I pytanie nie brzmi „czy”, tylko „kto” i „kiedy” wprowadzi taką funkcję.

photo credit: Poster Boy NYC via photopin cc

In this article

Join the Conversation

2 comments

  1. Anna Miotk, Newspoint Odpowiedz

    Mogę zdradzić, że obserwujemy dynamicznie rozwijający się w tej chwili rynek vlogów i w tej chwili wewnętrznie dyskutujemy, jak wdrożyć technologię monitoringu tekstu mówionego, która jest dla nas dostępna 🙂

    View Comment
    1. Kamil | SocialTalk.pl

      Ciekawa wiadomość. Czekam, jak to się rozwinie 🙂

      View Comment