[Ten artykuł ukazał się pierwotnie w miesięczniku „Rynek Turystyczny” (wrzesień 2010 r.) i został stworzony na potrzeby czasopisma (specyfika, target etc.). Nie stanowi on więc pełnego wyczerpania tematu oraz całej mojej wiedzy i doświadczenia w tym zakresie.]

[divider]

Blogosfera przestała być już postrzegana jako zbiór internetowych pamiętników. Blogi są coraz częściej wykorzystywane w dziennikarstwie, polityce czy public relations. A jak sprawdzają się w turystyce?

Szacuje się, że w Polsce jest ok. 3 mln osób w wieku powyżej 15 lat regularnie czytających blogi. Zauważa się nie tylko wzrost popularności tego rodzaju medium, ale i zmianę jego przeznaczenia. Oprócz możliwości stania się ambasadorem własnego, jak najlepszego wizerunku, budowania prestiżu lub pozycji zawodowej, blogi dają szansę głębszej komunikacji między klientem a firmą. W kontaktach z odbiorcą nie wystarczy jednak ograniczyć się do aktualności o firmie czy, czasem nawet nachalnej, promocji nowych produktów. Co więcej, takie działania mogą przynieść efekt odwrotny od zamierzonego. Następny akapit pokaże, że na tym polu warto łamać wszelkie schematy.

Najlepsza praca na świecie

Na nieszablonowy pomysł promocji regionu wpadły w 2009 roku władze australijskiej prowincji Queensland. Postanowiły przeprowadzić casting na zarządcę wysp tropikalnych, który przez 6 miesięcy miał mieszkać w luksusowej willi i dostać wynagrodzenie o równowartości 100 tyś dolarów. Do obowiązków opiekuna wysp należało czerpanie z uroków życia na Wielkiej Rafie Koralowej tyle, ile się tylko da. Końcowym warunkiem było opisanie wszystkiego na specjalnie przygotowanym blogu. Sam fakt pojawienia się takiego konkursu, został bardzo szybko nagłośniony przez media, a o prowincji Queensland usłyszał cały świat, na czym jej władzom najbardziej zależało.

Strona internetowa konkursu, a później sam blog był tak oblegany, że w pewnych momentach trudno było się na niego dostać. Gdyby przeprowadzić globalną kampanię reklamową regionu, koszty liczone byłyby w milionach dolarów. Tymczasem za równowartość wynagrodzenia, które zostało wypłacone opiekunowi wysp, przykuto uwagę milionów potencjalnych turystów i światowych mediów. Było to pierwsze tak niekonwencjonalne i, mając na uwagę zasięg, niezwykle tanie wykorzystanie bloga jako promocji regionu. Pokazuje to nie tylko ogromną siłę internetu, ale też wysoką pozycję blogerów, którą trudno niekiedy osiągnąć dziennikarzom. Społeczność internetowa jest o wiele bardziej skłonna zaufać opiniom innych, podobnych do nich internautów – blogerów, niż suchym przekazom medialnym czy standardowym reklamom.

Najlepsza praca w Polsce

Po sukcesie najlepszej pracy na świecie zaczęto myśleć, jak zrealizować podobne pomysły w mniejszej, regionalnej skali. Nie trzeba było długo czekać, aż pomysł z Australii zostanie wykorzystany na naszym rodzimym rynku. Można było się spodziewać, że koncept podchwycą specjaliści od wizerunku czy promocji innych regionów typowo turystycznych. Tymczasem jednak, pod hasłem „Daj się zepsuć” katowicka Gazeta Wyborcza rozpoczęła na początku tego roku konkurs, który w realizacji nie odbiega znacząco od wymyślonego przez władze Queensland.

Tym razem, zamiast promocji urokliwych raf koralowych, poszukiwano sposobu na zmianę wizerunku Śląska, który kojarzony jest z węglem, kopalniami czy dymiącymi kominami. Wynagrodzenie w postaci 4 tys. zł miesięcznie, luksusowe i umeblowane mieszkanie oraz samochód. Tyle otrzymał zwycięzca castingu, który „dał się zepsuć”. W zamian na specjalnie przygotowanym do tego blogu opisuje imprezy, spektakle, koncerty i życie na Śląsku. To kolejny przykład i dowód na to, że globalne pomysły można skutecznie wykorzystać lokalnie do promocji mniejszych regionów i, co niezwykle istotne, można to osiągnąć niskim kosztem.

Zamieszkaj w muzeum

Kolejnym, bardzo ciekawym pomysłem wykorzystania blogosfery w turystycznej promocji wykazały się władze Muzeum Nauki i Techniki w Chicago. Idea konkursu ponownie nie odbiega w znaczący sposób od najlepszej pracy na świecie. Władze tej instytucji poszukują osoby, która zechce przez miesiąc zamieszkać w budynku muzeum.

„Poszukiwany sublokator do zamieszkania w przestronnym przedwojennym budynku. Wymagane cechy: odważny, ciekawy świata, lubiący ludzi. Koszt miesięcznego pobytu: zero. Posiłki zapewnione. Wynagrodzenie – 10 tysięcy dolarów. Atrakcje: możliwość spędzenia nocy w kopalni węgla lub łodzi podwodnej. Niedogodności: okazjonalne tornada i wyładowania atmosferyczne, duże grupy ludzi kręcące się po budynku w ciągu dnia” – tak niekonwencjonalnie skonstruowane ogłoszenie zachęca potencjalnych kandydatów. Szczęśliwiec będzie mieszkańcem muzeum przez 30 dni. Oprócz spędzania czasu w dowolnym zakątku budynku, do jego obowiązków będzie należało opisywanie wrażeń na specjalnym blogu, a także w serwisach społecznościowych.

In this article

Join the Conversation